poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 21

Laura

Obudziłam się o 10. Była zadowolona. Czułam się świetnie, szczególnie po wczorajszej randce. Joe jest wspaniałym chłopakiem. Jeszcze nikt tak bardzo nie starał się dla mnie. Muszę też coś wymyślić, żeby podziękować mu. Tymczasem muszę zrobić sobie coś na śniadanie. Moja gosposia dziś nie przychodzi. Matka zatrudniła ją, żeby przychodziła, co 3 lub 2 dni. Zależnie od potrzeby. Tak. To ułatwienie dla mnie. Jednak to nadal nie to samo, co codzienna pomoc, lecz nie narzekam. Myśląc, zrobiłam sobie kanapki i usiadłam przy stolik. Spojrzałam na zegarek - 11. Wtem do moich ust doszedł dźwięk dzwonka mojego telefonu. Odebrałam. Dzwonił tata.
-Cześć słonko!- przywitał mnie
Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że dawno nie rozmawialiśmy, przez co zrobiło mi się smutno.
-Cześć.- odpowiedziałam, próbując udać szczęśliwą
-Przepraszam cię córeczko, że nie dzwoniłem, ale dosłownie byłem zawalony pracą.- słyszałam w jego głosie żal
Zawsze miałam lepszy kontakt z tatą.
-Ja też przepraszam tato. W sumie ja również mogłam zadzwonić.- odpowiedziałam
Czułam, że atmosfera między nami poprawiła się.
-No więc, jak ci się mieszka?- zapytał
-Jest w porządku. Mam własne mieszkanie...- nie dokończyłam
-Jak to? Laura czy ty mieszkasz sama? Dlaczego?- ojciec przerwał mi
-Tak, ale spokojnie. Mam ochronę i w ogóle.
-Dziewczyno mówi prościej. Chyba będę musiał was odwiedzić. Czy twoja matka upadła na głowę?
-Tato uspokój się. Jej facet jest jakimś bratem, jakiegoś znanego polityka, który współpracuje z prezydentem i tak dalej. Dlatego mam ochronę. Jestem bezpieczna. Poza tym usamodzielniam się. Wiadomo, że to nie to samo, co jak podsuwają ci prawie wszystko pod nos, ale tez jest w porządku.- wytłumaczyłam i uśmiechnęłam się sama do ciebie
-No dobrze, ale i tak was odwiedzę. Powiedz lepiej jak w szkole?- usłyszałam kolejne pytanie
-Bardzo dobrze. Matka zgodziła się, żeby chodziła razem z innym dzieciakami. Szkoła jest naprawdę na poziomie. Z nauka radze sobie. z reszta nigdy nie miała większych problemów. A ty tato, co u ciebie?
-Ostatnio mam dużo pracy, gdyż robimy projekt dla dużej firmy. Wiesz, całoroczny budżet to poważna sprawa. Mam sporo nadgodzin, ale radzę sobie.- powiedział i zaśmiał się
-To dobrze. Szkoda, że nie mieszkasz tu w LA. Poszlibyśmy jak kiedyś do kina, czy na coś.- zadumałam
-O, to ja nie jestem jeszcze za stary dla ciebie?- do moich uszu doszedł śmiech
-No może trochę.- uwielbiam żartować z tatą
-Ekem, cieszę się, że odebrałaś i wszystko u ciebie w porządku. Pamiętaj, że zawsze, gdy masz jakiś problem możesz dzwonić.- przypomniały mi się słowa ojca przed moim wyjazdem
-To się również tyczy ciebie tato.
-Wiem.
-Do widzenia Laura!
-Do widzenia!- zakończyłam połączenie
Była bardzo mile zaskoczona telefonem od niego. Liczyłam, że dotrzyma słowa i odwiedzi mnie…

Narrator

Następnego dnia w porę obiadową rozległo się pukanie do drzwi. To była Alice, która przyszła na obiad do Lynchów. Cały posiłek przygotował Rocky z lekką pomocą swojego rodzeństwa. Chciał, aby to spotkanie wypadło jak najlepiej, ponieważ Alice była dla niego bardzo ważna. Brunet starał się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. On sam zaszczycił, otworzywszy drzwi blondynce.
-Hej!- przywitała się z nim dziewczyna
-Cześć.- nachylił się do niej w ramach dania jej buziaka
-Cieszę się, że przyszłaś.- rzekł i wziął od niej kurtkę
-Zapraszamy do środka Al.- powiedziała Rydel. stojąc w drzwiach
Alice niepewnie ruszyła w stronę stołu, zajęła miejsce, a obok niej oczywiście Rocky.
Wszyscy zabrali się za jedzenie posiłku, który był naprawdę dobry. Brunet był z siebie dumny, że każdy chwalił jego dania. Czuł, iż naprawdę dał z siebie wszystko i trochę więcej. Po skończonym posiłku Rocky zabrał Alice na balkon, aby oboje się przewietrzyli i mieli trochę czasu dla siebie.
- Wiesz Rocky, bardzo miło tutaj u was.- wyznała, wpatrując się w horyzont
-To dobrze, że tobie się tutaj podoba.- objął ją od tyłu swoimi  ramionami, kładąc głowę na barkach dziewczyny
Ona się tylko uśmiechnęła i zatopiła się w jego ramionach, pozwalając trwać tej chwili bez końca. Od chłopaka biło bardzo przyjemne ciepło.
-To, kiedy idziemy na tą randkę. - ciszę pomiędzy nimi przerwał Rocky, który zebrał się na odwagę, aby oto spytać.
- Może w sobotę. Wiesz ja mam, wtedy wolne, tylko nie wiem jak ty.- odwróciła się w jego stronę, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Mogę, dla ciebie wszytko, piękna.- rzekł, całując ja w policzek.
- Wiesz, będę musiała już iść do domu.- wydukała
- Odprowadzę cię. - zaproponował
- Nie, naprawdę nie trzeba. To niedaleko poradzę sobie.- rzekła, kiedy chłopak pomagał jej założyć kurtkę.
Alice opuściła dom Lynchów, a Rocky wziął się za zmywanie naczyń po obiedzie.

Laura

Wieczorem wybrałam się razem z całą paczką na kręgle. Czekamy właśnie na Joe'go. Miał do nas dołączyć już w kręgielni. Zaoferowałam się, że wyjdę po niego. Dziewczyny tylko spojrzały na mnie z zaciekawieniem, lecz wzruszyły ramionami i razem z Chrisem udały się na tor. Nagle poczułam, że ktoś zakrywa mi oczy.
-Zgadnij kto to?- słyszę głos Joseph'a
-No nie wiem. Może to jakiś przystojny blondyn?- pytam, jednocześnie drocząc się z nim
-To twój chłopak.- mówi i odsłania mi oczy, po czym staje do mnie przodem i całuje mnie w policzek
Odpycham go lekko od siebie.
-No co ty. Chcesz, żeby ktoś nas zobaczył.- pytam, a on przewraca oczami
-Chodź.- uśmiecha się, łapie mnie za rękę i prowadzi do reszty

***

-To było nie fair. Wiadomo, że Sah z Chrisem trenują regularnie. Składy nie były równe. Poza tym w naszej drużynie była Lau. Za to powinniśmy dostać już punkty rekompensaty.- powiedziała oburzona Monic
-Ej!-również się oburzyłam
Mimo, że blondynka miała rację. Kompletnie nie umiem grać w kręgle, ale zawsze sprawi i to dużo śmiechu.
-Przynajmniej dobrze się bawiliśmy, prawda?- zagadnął nas Joe
-Prawda.- zgodziła się z nim Blanc
-To gdzie teraz idziemy? Wieczór młody. Dopiero po 20.- zapytała brunetka

-Znam świetne miejsce. Chodźcie.- rzekł najstarszy i ruszyliśmy za nim

Rocky 

*** Sobota ***

Wstałem bardzo wcześnie. Zacząłem przegrzebywać swoją szufladę w celu wyszukiwania odpowiednich ubrań na randkę z Alice.
- Niektórzy jeszcze w tym pokoju śpią.- odezwał się zaspany Riker
- Wiem, przepraszam za możliwe hałasy. - spojrzałem na niego
- Możliwe hałasy? Stary, nasz pokój wygląda, jakby tornado przez niego przeszło.- rzekł Ellington, który usiadł na łóżko.
- To tornado nazywa się ,, Rocky idzie na randkę z Alice".- wydukał Ross, podchodząc do mnie, a po drodze zebrał niektóre ubrania 
- W tym będziesz wyglądał super.- przyznał, podając mi ubrania
- A teraz daj nam spać. - z powrotem wrócił do łóżka, co i reszta uczyniła. Lecz nie ja. Wyszedłem z pokoju  kierując się do łazienki, a następnie do kuchni. Uszykowałem śniadanie dla całej rodziny i Ellingtona.

*** godzina 16.30***

Byłem już ubrany i gotowy do wyjścia. Czekałem tylko, aż zegarek wskaże odpowiedzią godzinę. Kiedy ta chwila nastąpiła  pożegnałem się ze wszystkimi i opuściłem mieszkanie, udając się w miejsce zamieszkania Alice. Zapukałem do drzwi. Po chwili stała w nich dziewczyna.
- Możesz mi pomóc?- spytała i  odwróciła się , sugerując abym zapiął jej sukienkę z tyłu.
 Delikatnie przyłożyłem dłonie , które momentalnie zrobiły się bardzo zimne od zamka kreacji blondynki.
- To gotowa, już możemy iść?- spytałem dla pewności.
- Tak.- rzekła, biorąc torebkę i zamykając drzwi.
Ruszyliśmy w stronę restauracji. Nie była ona zbyt droga, więc moje fundusze pozwalały, abym ją tam zabrał. Usiedliśmy przy stoliku. Oczywiście odsunąłem jej krzesło, jak prawdziwy dżentelmen. Zamówiliśmy dania, czekając aż kelner przyniesie nam zamówiony posiłek, popijaliśmy czerwone wino.
- Ciesze się, że zgodziłaś się ze mną   pójść na tą randkę.- oznajmiłem
- Ja również,  wreszcie mamy trochę czasy tylko dla siebie.- uśmiechnęła się delikatnie
Po chwili kelner przyniósł nam posiłek. Kiedy jedliśmy rozmawialiśmy na różne tematy  śmialiśmy się. Czułem  że oboje dobrze się bawimy.
Kolacja dobiegła końca, a ja postanowiłem Alice odprowadzić do domu. Po drodze okryłem ją swoją bluzą, dlatego, że miała ona na sobie tylko sukienkę na ramiączkach było jej zimno. Nie mogłem tak na nią patrzeć, kiedy się trzęsła. Byliśmy pod jej  drzwiami, ona zdjęła moją bluzę, oddała mi ją. Na koniec pocałowała moje dwa poliki.
Ja szczęśliwy z tym faktem wróciłem do domu z dużym uśmiechem na twarzy.        






Hejo!
Wpadamy do Was z kolejnym rozdziałem. Mamy nadzieję, że nie wyszedł aż tak źle ;)
Prosimy o szczere komentarze, bo to dla nas ważne. Piszcie, co naprawdę sądzicie. Nie bójcie się!
W kolejny rozdziale za tydzień 
- Co odkryją przyjaciele Josepha, ?
-o co będą zazdrośni ?


niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 20


Laura

Dziś już ostatni dzień w tygodniu do szkoły. Bardzo szybko minął ten tydzień, a wydarzyło się tyle. Mam chłopaka, pogodziłam się z przyjaciółmi, pierwszy raz w życiu dałam korepetycje, które były skuteczne, może dlatego też, że Ross jej zdolnym uczniem? Tego nie wiem, ale mogę być dumna z siebie. Tak...
Jak zwykle o 8 pod wieżowiec, w którym mieszkam, podjechał Joe. Zabrałam swoją torbę i wyszłam wraz z "panami w czerni". Im dłużej mam ochronę, mam wrażenie, że wymyślam im coraz więcej ksywek. Szkoda, że nie znam ich imion. Gdy drzwi windy otworzyły się, wysiadła i wyszłam na zewnątrz. McKine zaparkował się na postoju dla taksówek. Że też nie chciało wjechać mu się na parking.
-Hej.- przywitałam się z nim, gdy wsiadłam i pocałowałam go w policzek
-Hej.- odpowiedział i odwzajemnił mój gest
-I co, porozumiałeś się z rodzicami w sprawie spraw osobistych?- zapytałam, a on uśmiechnął się szeroko
-Tak. Wszystko związane z niespodzianką dla ciebie.- odpowiedział, a ja uniosła brwi z ciekawości
-Zabieram cię dziś w takie jedno miejsce.- dodał z zadowoleniem
-To będzie randka?
-Tak.- odrzekł, a na moją twarz wypełznął lekki uśmiech
Brunet jest naprawdę uroczy.
-Tylko ubierz się wygodnie, nic więcej nie mogę ci powiedzieć.- oznajmił i powrócił do patrzenia na drogę
-Dobrze.- powiedziałam równie spokojnie, choć była bardzo podekscytowana, gdzie chce mnie zabrać

***

Joe powiedział, że będzie po mnie o 19. Jest za 5 osiemnasta, więc czas przygotowywać się. Cały czas próbowałam zgadnąć, gdzie może mnie zabrać. Wiem, że na pewno nie będzie to kolacja, bo kazał mi się ubrać wygodnie. Może kino albo coś w tym stylu. Ciężko go rozgryźć, lecz to dobrze. Niespodzianka będzie bardziej zaskakująca. Myślałam i przebierałam ubrania w mojej garderobie. Zadzwonię do dziewczyny. Już sięgałam  po telefon, który leżał na półce, kiedy przypomniałam sobie, że nie mogę. Przecież one nie maja bladego pojęcia o nas... Czuję się, z tym źle, ale Joseph twierdzi, że tak będzie lepiej. Musze z nim o tym porozmawiać. A założę na siebie chyba jasne jeansy i mietowy T-shirt. Do tego jakiś fajny wisiorek i jakiś sweterek cienki. Wybrałam rzeczy, taka jak pomyślałam i poszła do łazienki ubrać się oraz umalować. Te czynności zajęły mi 30 minut. Włosy pozostawiłam rozpuszczone i lekko je podkręciłam. Podkreśliłam oczy kredką i pomalowałam powieki cieniem. Usta pomalowałam błyszczykiem i psiuknęłam się moim ulubionymi perfumami. Wyjęłam z szafeczki na buty moje ulubione trampki i założyłam je. Udałam się do kuchni i wypiłam szklankę wody. Pozostało mi niecałe 30 minut. Zabrałam się, więc za malowanie paznokci na kolor biały. Włączyłam telewizor i malowałam sobie paznokcie. Przełączyłam z kanału informacyjnego na muzyczny. Z piosenkami zawsze lepiej mi się pracowało. Gdy lakier wysechł było za osiem 19. Muszę umówić się do kosmetyczki. Stwierdziłam, a do moich drzwi dotarł charakterystyczny dźwięk domofonu. To był Joe. Otworzyłam mu i po chwili był już u mnie w mieszkaniu. Zabrałam mała torebkę z najpotrzebniejszymi rzeczami i zamknęłam drzwi na klucz. Zeszliśmy do samochodu. Wszystko byłoby idealnie, oprócz tego, że nie udało mi się przekonać matki i ochrona jechała za nami.
-Przepraszam cię, że nie udało mi się ich zlikwidować.- rzekłam, wskazując samochód z moimi "gorylami" w lusterku
-Poradzimy sobie.- odpowiedział i uśmiechnął się krzepiąco
-Jesteś super.- szepnęłam mu na ucho i dałam mu buziaka w policzek
-Wiem to. - wyszczerzył się, na co zachichotałam
-To samochód rodziców?- zapytałam, a on skinął głową
-Dlatego tu tak czysto.- rzekłam, uśmiechając się
-Ej!- oburzył się
-W moim też jest czysto, tylko nie tak mocno, jak tu.- wytłumaczył i obije zaśmialiśmy się gromko

***

Po ponad godzinie jazdy dojechaliśmy do Newport Beach. Miasta na wybrzeżu oddalonego własnie o niecałą godzinę jazdy od LA, oczywiście z korkami schodzi dłużej. McKine zaparkował samochód niedaleko plaży.
-Chodź, idziemy na spacer.- oznajmił i wysiedliśmy
Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku plaży, po której spacerowaliśmy prawie 40 minut. Później chłopak zabrał mnie do galerii i kupił mi sukienkę. Kiedy wychodziliśmy ze sklepu było już całkiem ciemnawo. Czas spędzony z Joe'm była świetny. Myślałam ,że będziemy już wracać, a wtedy on zaskoczył mnie.
-Czeka nas jeszcze jedna atrakcja.- uśmiechnął się, co odwzajemniłam
Czy ten dzień może być lepszy?
-Idziemy jeszcze gdzieś?- zapytałam, a on zaprzeczył
-Jedziemy na kino samochodowe, dlatego wziąłem samochód rodziców. Będzie gdzie usiąść.- objaśnił mi i wsiedliśmy do auta
Zaledwie w 5 minut dotarliśmy na miejsce. Joseph ustawił samochód, który wyglądał tak.


Na tyle pojazdu rozłożyliśmy koc i kilka poduszek, żeby było wygodniej się oprzeć. Oprócz tego brunet przygotował tez posiłek, który miał w koszyku piknikowym. Po ustawieniu wszystkiego, usiedliśmy wygodnie. Joe objął mnie i czekaliśmy na film, jaki miał się lada chwila zacząć, gdyż leciały już reklamy. Na wielkim kawale jakiegoś materiału, był wyświetlany obraz przez projektor.
-Gdy byłem mniejszy w każdy weekend przyjeżdżaliśmy tu, aby obejrzeć coś. Oczywiście były to bajki, bo byłem mały. Świetnie się bawiłem. Postanowiłem, że pokażę ci to miejsce. Kojarzy się ono mi bardo dobrze i jest jednym z głównych z mojego dzieciństwa. Mam nadzieję, że podoba ci się tu.- powiedziała, a ja oparłam głowę o jego ramię.
-Jest świetnie.- odpowiedziała i podniosłam lekko głowę, aby zobaczyć, jak uśmiecha się
-Poczekaj chwilę.- mówi, a ja odsuwam się i wyciąga z koszyka świeczki
-Pomożesz?- pyta, gdy nie może włożyć świeczki do mini podkładki
-Jasne.- odpowiadam i pomagam mu
Po chwili siedzimy z powrotem na swoim miejscu. Chłopak wyciąga z koszyka dwa pojemniki i sztućce. Podaje mi 1 zestaw.
-Smacznego.- mówimy w tym samym czasie i zaczyna się film
Otwieram pudełko i widzę pysznie wygładzającą sałatkę.
-Sam robiłeś?
-Tak.- odrzekł, a ja uniosła brwi ze zdziwienia
-Nie bój się , nie otrujesz się.- mówi, a ja chichoczę
-Dobrze.- zapada cisza i oglądamy film

***

Seans, na który zabrał mnie Joe, był naprawdę świetny, trafiona komedia. Co prawda aktorzy nie byli jacyś znani, ale grali wspaniale. Po zakończeniu zwinęliśmy wszystkie rzeczy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem bylismy trochę szybciej. McKine odprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnaliśmy się niesamowitym pocałunkiem i weszłam do domu. Jeszcze nikt nie starał się dla mnie tak bardzo. Nie sądziłam, że brunet będzie się tak starł. Z nim czuję się szczęśliwa. Teraz wiem, że dobrze wybrałam.


Rydel

Szykowałam się na spotkanie z Ellingtonem. Mówił, że to spotkanie przyjacielskie, kiedy mnie zapraszał, ale ja czułam, że to o coś innego chodzi. Bardzo go lubię i wydaje mi się, że to o coś więcej chodzi.  Może on też coś więcej do mnie czuje... Sama nie wiem, co o tym wszystkim już mam myśleć...
Do moich drzwi ktoś zaczął pukać. Wiedziałam, że to Ell.
-Chwilkę.- rzekłam i zaczęłam zakładać buty na nogi,
Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam, reprezentując swój ubiór.
-Gotowa ?
-Tak możemy już iść.
Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy do drzwi wyjściowych. Kiedy mijaliśmy kuchnie, w której siedzieli moi bracia, którzy na nasz widok się uśmiechnęli.
Szliśmy w stronę  parku. Ellington bardzo delikatnie złapał mnie za dłoń. Wiedziałam, że robi to bardzo nieśmiele, jakby bał się, że go odtrącę. Uśmiechnęłam się do niego i wzmocniłam uścisk dłoni, aby dać mu do zrozumienia, żeby chwycił mnie mocniej za dłoń. Tak też uczynił. Niedaleko nas znajdowała się ławka.
-Usiądziemy?- spytałam, pokazując na nią
-Oczywiście.
-Rydel chciałem ci coś powiedzieć.-zaczął, gdy usiedliśmy
-Zamieniam się w słuch.
-Wiesz, bo to tak samo jakoś, mieszkamy już tyle ze sobą i ja nie wiem, jak to się stało... Po prostu nie mogłem się przed tym powstrzymać.-jąkał się co chwila
-Do czego zmierzasz? Powiedz to wprost.- poradziłam mu
-Dobrze. Ja... podobasz mi się. -wyznał mi w reszcie.
Po tych słowach mnie ścisnęło w sercu, on naprawdę to powiedział.  Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Powiedzieć mu, że on też mi się podoba ?
- Powiedz coś, bo nie wiem co teraz.- zaczął
-Ale co mam ci powiedzieć? Że ty też mi się podobasz.- spojrzałam mu prosto w oczy.
Widziałam uśmiech na twarzy. Delikatnie położyłam swoje dłonie na jego karku i go do siebie zaczęłam przyciągać. Chłopak nie stawiał oporu. Zbliżył się do mnie i objął mnie w talii, a ja wtuliłam się w jego ramiona, szukając w nich schronienia.
-Kocham cię.- szepnął  mi do ucha.
-Kocham cię.-odpowiedziałam tym samym co on.

Ross

Siedziałem w swoim pokoju na łóżku, rysując w swoim zeszycie. Ciągle myślałem o Laurze, nie mogłem przestać o niej myśleć. Siedziała w mojej głowie cały czas. Wszystkie moje myśli krążyły wokół niej. Nigdy nie myślałem tyle o dziewczynie. Tylko gdy byłem młody moje myśli zajęte były przez Alice, ale teraz już nie są i nigdy nie będą. Długo musiałem czekać, aż się w niej odkochałem. Z czasem to mi przeszło, Teraz już wiem, że nic do niej nie czuję. Chociaż, gdy ją zobaczyłem, kiedy wchodziła do domu serce lekko mi drgnęło. Byłem pewny, że nas już nigdy nic nie będzie łączyło. Moje rozmyślenia zostały przerwane przez otwierające się drzwi do pokoju. Wszedł Rocky.
-Co robisz?-spytał, siadając na swoim łóżku.
-Rysuje sobie i rozmyślam.
-O Alice? - spojrzał mi w oczy
-Może.
-Jestem twoim bratem, starszym bratem mi możesz powiedzieć.
-Zły trop, myślę o Laurze.
-Kochasz ją?
-Zaraz kochasz, podoba mi się chyba.-rzekłem niepewnie
-Ja zaprosiłem Alice na randkę.- wyznał
-Serio?-spytałem zdziwiony
-Nom, zgodziła się.
-To super, bardzo się cieszę.
-Ale nie masz nic przeciwko temu?- zapytał szybko
-Ale czemu?-odpowiedziałem pytaniem
-Temu, że umówiłem się z Alice.- odrzekł i zaczął dziwnie wymachiwać rękoma
-A czemu miałbym mieć ?-spytałem z niedowierzaniem
-No, bo na z tobą...-nie dałem mu dokończyć
-Rocky, nas nic nie łączy. Spokojnie, nie mam nic przeciwko temu, że ona idzie z tobą na randkę.-zapewniłem go 


W kolejnym rozdziale, który ukaże  się za tydzień:
-Kto przyjedzie do Laury w odwiedziny?
-Jak będzie wyglądało spotkanie Rockyego i Alice?

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 19

Ross

Do szkoły dotarłem prędzej niż zawsze, gdyż odprowadzałem Alice. Znalazła pracę w cukierni. Bowiem jest ona z zawodu cukierniczką. Trzeba przyznać, że piecze pyszne ciasta. Naprawdę ma talent. Teraz, gdy skończyła szkołę zamierza douczyć się jeszcze, zdobyć doświadczenie i otworzyć własną cukiernię. To jej marzenie. Trzymam kciuki, iż spełni się. Alice to kobieta, która na to zasługuje. Nie miała łatwego życia. Choć zawsze mówiła, że ja mam gorzej, to wiedziałem, że to nieprawda. Jej mama była chorą osobą. Chorowała na schizofrenię. Blondynka dużo wycierpiała przez to, kiedy zmarła w pewien sposób uwolniła się, ale i popadła w kolejne kłopoty. Była tylko 16, a jej jedyną rodziną była ciotka, której nie znała. To smutne, że była zdana na siebie. Miała mimo to nas, aż wyjechaliśmy... Moje rozmyślania przerwał widok Laury i Joe'ego, którzy szli pod rękę. Brunet szepnął jej coś na ucho, a ona uśmiechnęła się delikatnie, jakby zawstydzona i odszedł. Zdziwiło mnie to. Czyżby coś pomiędzy nimi? Akurat zadzwonił dzwonek. Zszedłem z parapetu i założyłem plecak na ramię. Podszedłem do niej.
-Cześć.- powiedziałem, a ona skierowała na mnie wzrok
Kątem oka dostrzegłem McKine'a, który razem z kolegami przyglądał mi się.
-Hej.- odpowiedziała i uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem gest
-Chciałbym ci jeszcze raz podziękować za te korki. Dziś zamierzam się poprawić z maty i fizyki. Ale jestem spokojny, bo rozumiem te tematy.- rzekłem wdzięczny
-Nie ma za co Ross. To taka koleżeńska pomoc.- odpowiedziała
Już miałem ją zapytać o bruneta, ale pojawił się nauczyciel i weszliśmy do klasy. Pierwszy hiszpański. Super...

Rocky

***W tym samym czasie***

Od samego poranka nurtowała mnie myśl o Alice. Wczoraj tak bardzo skupiłem się na niej, że napisałem piosenkę. To głupie, że jedna dziewczyna potrafi zrobić taki zamęt w głowie. Czemu nie mogę usiąść i spokojnie zagrać w grę. Jeszcze na dodatek Ross z nią kręci. Po prostu świetnie. Teraz już w ogóle nie zwróci na mnie uwagi. Kiedy tak siedziałem i rozmyślałem, poczułem jak ktoś dotyka mojego lewego ramienia. Odwróciłem wzroku w kierunku tej osoby. To był Riker. Akurat miałem przerwę na lunch w pracy. A jako, że "jestem" mechanikiem, siedziałem w małym pomieszczeniu, które nie należało do czystych, choć było najschludniejsze w całym warsztacie. Przełknąłem kawałek kanapki i spojrzałem na niego wyczekująco.
-Przerwa już dawno się skończyła, bro. A ty siedzisz i patrzysz się tępo w podłogę. Wszystko okay?- zapytał, a ja tylko kiwnąłem głową
-To chodź, bo przydasz się.- klepnął mnie w plecy i uśmiechnął się, po czym wyszedł
Odwzajemniłem jego gest i schowałem jedzenie do plecaka, po czym dołączyłem do chłopaków.

***

Było po 18, kiedy wraz z Riker'em wracałem z pracy. Oboje byliśmy zmęczeni. Szliśmy na pieszo. Na szczęście warsztat, w którym pracowaliśmy znajdował się niedaleko od naszego bloku. 10 minut drogi pieszo to naprawdę niedużo. Szliśmy w ciszy, jak zwykle. Nagle przed wejściem do klatki usłyszałem pytanie.
-Jesteś zazdrosny o Alice?- kompletnie mnie zamurowało
-Widzę jak na nią patrzysz. Ross nie patrzy tak na nią. Porozmawiaj z nią. Zaproś ją do kina czy coś.- powiedział, a ja kiwnąłem głową
-Tylko to nie takie proste. Nie chcę wyjść na dupka, jeśli Ross coś do niej czuje. Wiesz jaki on jest.
-No to najpierw pogadaj z Rossem.- zaproponował
-Okay.- mruknąłem, choć sam nie wierzyłem, że to zrobię
Rik był dobrym bratem i bardzo odpowiedzialnym, lecz jego rady w kwestii dziewczyny nigdy nie wyszły mi na dobre. Dlatego postanowiłem, że jakoś sam to rozwiążę. Po prostu zaproszę ją na randkę. Dziewczyna jest fair, więc jeśli pomiędzy nią a bro, jest coś na rzeczy nie zgodzi się.

***

Tak jak postanowiłem udałem się do mieszkania "naszej" przyjaciółki, gdy zjadłem obiad. Rodzeństwu powiedziałem, że idę po struny do gitary, co było prawdą. Ten instrument był moją jedyną pamiątką po rodzicach. Bardzo o niego dbam. Ustaliłem, że kupię struny, gdy wrócę od Lice. W końcu doszedłem do bloku, w który mieszkała. Budynek należał do starych, aczkolwiek ładnych. W środku było trochę gorzej, ale na początek i to dobre. Zapukałem do drzwi, gdyż nigdzie nie mogłem znaleźć dzwonka. Bardzo szybko moim oczom ukazała się postać dziewczyny.
-Siemka.- powiedziałem z uśmiechem
-Hej. Wchodź.- powiedziała wyraźnie zaskoczona
Zdjąłem trampki i przeszliśmy do salonu połączonego z kuchnią.
-Chcesz coś...- nie dokończyła, bo jej przerwałem
-Nie, dzięki. Przyszedłem pogadać.- rzekłem, czym zdziwiłem siebie i ją
Nie czułem się zbyt komfortowo, a to nigdy nie zdarzało mi się przy dziewczynach. Rocky weź się w garść!
-Aha.- mruknęła i usiadłem na fotelu, a ona na kanapie
Zapadła cisza.
-To, o czym chciałeś pogadać?- zapytała i spojrzała na mnie wyczekująco
Odwróciłem wzrok, aby poczuć się pewniej i z powrotem spojrzałem na nią, gdy zacząłem mówić.
-Przyszedłem w imieniu rodzeństwa i Ell'a zaprosić cię na obiad do nas w niedzielę.- wypaliłem i udałem uśmiech
Ona zmarszczyła czoło, analizując moje słowa. Spanikowałem. Nie to chciałem powiedzieć.
-Okay.- powiedziała, po dłuższej chwili, a ja odetchnąłem i tym razem uśmiechnąłem się szczerze
-Ja... To znaczy szedłem do sklepu muzycznego, więc postanowiłem, że przekażę ci to osobiście. Lepiej niż przez SMS, czy coś.- plątałem się w swojej wypowiedzi
Jaki wstyd...
-To miłe i wiesz, co. Nigdy nie pomyślałam, że Rocky Lynch będzie taki nieśmiały.- stwierdziła, a ja przewróciłem oczami, rozśmieszając ją
Atmosfera stała się luźniejsza.
-A jak tam w pracy?- spytała, zmieniają  temat
-Nic ciekawego. Dziś naprawialiśmy, taką naprawdę wypasioną  brykę, ale nie dano mi możliwości jazdy. A szkoda. Jak u ciebie?
-Dopiero zaczynam, więc na razie jeszcze nie pozwolono mi nic zrobić, ale na poniedziałek mam zrobić, jakiś swój popisowy deser. Głównie to stoję za ladą i sprzedaję.- odrzekła
-Wpadnę, kiedyś do ciebie. Na lunchu wyrwę się. Może zdążę.- rzekłem, dumając
-Zapraszam.- uśmiechnęła się lekko
Zapanowała cisza. Dziewczyna wstała i podeszła do szafki. Wyjęła z niej niewielkie pudełko i z powrotem usiadła na kanapę.
-Babeczkę?- zaproponowała
Uśmiechnąłem się i skinąłem głową.
-Może poszłabyś ze mną na randkę?- wypaliłem, nagle, gdy jedliśmy
Alice zatrzymała się  na chwilę i spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił "Naprawdę", ale tak dobre naprawdę. Niedomierzane, nie sarkastyczne.
-Okay.


Hejka oto nowy rozdział
W kolejnym 
- Co się stanie miedzy Rydel a Ell'em ?
- Czy Ross' owi zacznie podobać się Laura?
- Gdzie Joseph zabierze Laurę?
- Kto przyjedzie do Laury w odwiedziny?
Tego wszystkiego dowiecie się już za tydzień.



piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 18

Prosimy każdego kto czyta naszego bloga o skomentowanie tego rozdziału 
to dla nas naprawdę ważne 

Laura

Wyszłam z Josephem na miasto, aby zrobić zakupy do domu. Właśnie wracaliśmy do mieszkania, Joe niósł moje torby z zakupami ze sklepu spożywczego, kiedy nasunął się temat naszego związku.
-Bardzo się cieszę, że zgodziłaś się być ze mną. -zaczął
-Też się cieszę.- objęłam go ręką w talii
-Może razem coś ugotujemy. -zaproponował
-A może zamówimy ,proszę nie chce mi się nic gotować. -marudziłam
-Ech, obstaje przy mojej opcji. - nalegał
-Joe... proszę nic mi się nie chce.- oparłam się o jego plecy, gdy ten otwierał drzwi
-To ty sobie spokojnie posiedzisz, a ja będę gotować.-zaproponował
-No nie wiem, a jaką mam pewność, że się nie zatruje.-rzekłam, opierając się o blat kuchenny
-Żadnej i to jest najlepsze.- rzekł uradowany, rozpakowując zakupy.
Poszłam do pokoju i położyłam się na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać, jednak cały czas myślałam o tym, co robi Joseph. Szczerze bałam się go zostawiać samego w mojej kuchni. Miałam wrażenie, że coś się stanie i dla pewności udałam się do pomieszczenia, w którym brunet gotował. Usiadłam na krześle i patrzyłam, co przyrządza mój chłopak.
- Jednak musisz się bardzo bać, że cię otruję, skoro przyszłaś patrzeć, co gotuje i co do tego dodaje.- rzekł w żartach.
- Ech bardzo, bardzo. - odrzekłam, nalewając sobie soku do szklanki- Wiesz po kolacji chciałabym zostać sama. Nie to, że cię wyganiam ale .....
- Przyjdzie tutaj ten Ross.- przerwał mi w połowie zdania
- Nie, ja już mu nie udzielam korepetycji, już wszystko nadrobił, spokojnie.- pogładziłam go po ramionach, plecach
- Gdzieś się wybierasz sama beze mnie?- nalegał, żebym mu powiedziała, dlaczego na wieczór chcę zostać sama.
- Tak chce się przejść, nie mogę?- zapytałam zezłoszczona
- Możesz. Spokojnie tak się tylko pytam, nie chciałbym, aby ci się coś stało. Sama rozumiesz. kocham cię. - rzekł i przytulił mnie do siebie.
- Rozumiem, to co na tą kolacje szykujesz?- spytałam, wyjmując talerze z szafki
- Będzie spaghetti, może być?- spytał, wykładając danie na talerze
- A jak bym teraz powiedziała, że nie to co byś zrobił?- teraz to ja zapytałam, biorąc swój talerz
- Nie istnieje taka możliwość. To po prostu było pytanie retoryczne.- uśmiechnął się
Oboje siedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku pozmywałam i pożegnałam się z Josephem. Sama przebrałam się w inne ubrania i postanowiłam wyjść na miasto, oczywiście z moją ochroną, która towarzyszyła mi cały dzień.
Wyszłam z budynku i od razu skierowałam się  na ulicę, na której znajdowały się kawiarnie.
Bardzo ciążyło mi to, że jestem pokłócona z Monic i Sarah, zaczęłam wspominać wszystkie  chwile związane z dziewczynami. Kiedy w oddali dostrzegłam je siedzące w kawiarni, które jadły jakieś ciasto i w najlepsze były pogrążone w rozmowie. Bez namysłu weszłam do kawiarni, w której się znajdowały i podeszłam do ich stolika.
- Mogę? - spytałam
Patrząc na mnie, wymieniły się spojrzeniami i się  zgodziły, abym się do nich dosiadła.
- Wiesz Laura...- zaczęła Monic- chciałyśmy cię przeprosić. Niepotrzebnie się cisnęłyśmy, że dajesz korepetycje temu Ross'owi, ale my tylko chciałyśmy twojego dobra sama rozumiesz.
-Rozumiem, wiem że obie chcecie  mojego dobra, co prawda wam to niekiedy nie wychodzi, ale  mam świadomości, że chcecie  dla mnie dobrze i doceniam to.
- Czyli, że zgoda?- zapytała dla pewności Sarah
- Tak. - rzekłam i obie je przytuliłam - nawet nie wiecie, jak ja za wami tęskniłam.
- Ech, pozwól, że to sobie będziemy wyobrażać.- zaśmiała się Monic, na co my z Sarah odpowiedziałyśmy tym samym.

***

Związek z Joe'm okazał się bardzo udany. Wbrew pozorom chłopak był bardzo czuły, czego nigdy mi nie okazywał, jak byliśmy przyjaciółmi. Ciążyło mi jednak to, że musieliśmy się ukrywać. Bałam się powiedzieć moim przyjaciółkom, że mnie z nim coś więcej łączy. Wiedziałam jaka by była reakcja z ich strony. Ale wcześniej czy później się dowiedzą i na pewno nieźle mi się od nich oberwie za to ukrywanie. Kończyłam właśnie przygotowywać obiad, kiedy rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz - dzwoniła Sarah.

***Rozmowa telefoniczna*** 

- Hejka, co tam porabiasz?- spytała
- Kończę szykować obiad, a co ?
- Może spotkamy się na jakimś ciastku przed obiadem. My z Monic już jesteśmy w kawiarni, także możesz, a nawet musisz do nas dołączyć.
-Dobra, zaraz jestem tylko powiedz mi w jakiej kawiarni.- odpowiedziałam, zamykając już drzwi od mieszkania.
-A jak myślisz? W naszej ulubionej.

***Koniec***

Szybkim krokiem ruszyłam do kawiarni na spotkanie z moimi przyjaciółkami. Gdy byłam na miejscu dziewczyny już jadły ciastka, moje leżało obok i czekało na mnie, i  na moją konsumpcję.
-Hej, co tam u Was słychać? - zapytałam, zabierając się za jedzenie ciacha
- A wszystko po staremu, a u ciebie coś się wydarzyło?
- Nie tak samo jak u Was.- odparłam
- Nom, a jakie masz plany na popołudnie?- spytała Monic
- Nie wiem, może Joe coś zaplanował... - palnęłam bez zastanowienia, dopiero potem zdałam sobie sprawę, co powiedziałam.
- Joseph coś zaplanował ?
- Znaczy....
- Czy my, o czymś nie wiemy Lau?
- Wiecie wszystko. Po prostu coś wspominał, że chce mnie gdzieś zabrać po przyjacielsku.
- Jasne, taka przyjacielska randka...- zaczęła Monic,ale przerwałam jej
- Nie żadna randka, po prostu spotykanie. Z wami też się spotykam.
- Ale my nie jesteśmy płci męskiej tylko żeńskiej.- wtrąciła blondynka
- No i co? Nic nas nie łączy, spokojnie. Jakby coś miedzy nami było, bym wam powiedziała. Przecież mnie znacie.
- Obiecujesz, że jak coś miedzy wami zaiskrzy to nas poinformujesz?- dopytywała Monic
- Tak obiecuję, - cieszyłam się, że wybrnęłam z tego, co powiedziałam.

Na przyszły raz będę musiała się bardziej pilnować. co przy nich mówię...




Hejka wpadamy z nowym rozdziałem, z góry przepraszam, że taki krótki.
W kolejnym rozdziale 
- Co się stanie między Ross'em a Laurą?
- O kogo Rocky będzie zazdrosny, czy Riker zdoła mu pomóc?
Tego wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale już za tydzień 

niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 17

Laura

Gdy siedziałam w swoim "nowym domu", odrabiając lekcje, myślałam nad tym wszystkim, co się dziś wydarzyło. Byłam lekko wystraszona tym, iż zamieszkam sama. Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie. Ech, muszę zmienić temat. Ugh, a jutro i do końca mieszkania tu będę wstawać wcześniej. Trzeba pogadać z mamą. Na pewno załatwi mi jakąś pomoc domową. Ten apartament jest ogromny. Westchnęłam i zamknęła zeszyt od matematyki. Poczułam głód. Poszłam do kuchni. Robiąc kanapkę, na myśl przyszedł mi Ross. Ten chłopak zainteresował mnie. Och... On po prostu spodobał mi się. Chciałbym się z nim zaprzyjaźnić. Czuję, że korepetycje to będzie dla "nas" szansa. Jutro muszę do niego zagada w tej sprawie. Przecież na poprawę nie ma wieczności. 

***

Kolejnego dnia po zajęciach, oczywiście za zgodą matki, umówiłam się z Rossem, że spotkamy się w parku. Właśnie idę w tym kierunku, a za mną ochroniarze. Udało mi się ich namówić, - czytaj: dałam im dolary- aby trzymali się dalej, dając nam odrobinę prywatności. Pogoda jest doprawdy świetna. Ciepło kalifornijskiego słońca zawsze było mi miłe. Uwielbiam je, ale czasami mam ochotę wyrwać się w góry, na narty, żeby chociaż na chwilę oderwać się od tego wiecznego upału.
Poczułam jak mój telefon zaczyna wibrować. Spojrzałam na ekran. Sarah dzwoniła do mnie.
-Hej.- odebrałam i przywitałam ją
-Cześć Lau, co porabiasz?- zapytała wesoło
-Idę na spotkanie z Rossem...- nie dokończyłam, bo przerwano mi
Głos zabrał Chris.
-Że z kim? Z Lynchem?!- oburzył się, na co zaśmiałam się
-Mówiłam wam, że zostałam wyznaczona do pomocy.- odpowiedziałam, jakbym się broniła przez, co poczułam się głupio
-Ten biedak to nie twoja liga Laura. Daj sobie z nim spokój.- poradził mi
-Och, a nawet jeśli spodobałby mi się, to co? Wnętrze człowieka jest ważniejsze.
-Bla, bla, bla... To jest życiowy nieudacznik, inaczej nie byłby taki, jaki jest.- głos przejęła Sarah
-Nie bądźcie materialistami.- rzekła miło
-My tylko martwimy się o ciebie skarbie.- usłyszałam Monic
-To nie martwcie się. Jestem dorosłą dziewczynką. A Ross lubię i nie możecie mi tego zabronić.- odparłam już mniej milej
-Żebyś się nie zdziwił...- zaczął Chris, ale Sah przerwała mu
-Pogadamy później. Pa!- rzuciła i rozłączyła się
Jej, chyba pierwszy raz w życiu mieliśmy tak rozbieżne zdania. Czy to może oznaczać, że pokłóciliśmy się... I tak czuję się źle. Myślałam, że ta rozmowa rozweseli mnie. Może Lynch będzie w lepszym humorze?
Pomyślałam i wkroczyłam do parku. Moje oczy wnet wyszukały blondyna. Siedział na ławce i rozglądał się. Gdy tylko spojrzał na mnie pomachałam mu, na co uśmiechnął się. Podeszłam bliżej. Kątem oka widziałam ochroniarzy. Żeby tylko on ich nie zauważył.
-Hej!- przywitałam go, wstał
-Cześć.- odpowiedział
-Gdzie chcesz się uczyć?- zapytał i skierował swój wzrok, gdzieś w bok
-Może u mnie? Mieszkam sama, więc będziemy mieli spokój.- zaproponowałam
-Okay.- zgodził się i ruszyliśmy do mojego mieszkania

***

Ross okazał się być naprawdę zdolny i bardzo szybko załapał nowy materiał. Nie wiem dlaczego, ale chciałabym, żeby tak nie było. No cóż. Widocznie taki los...
-A co ze stypendium?- zapytałam
-Prawie wszystko zaliczyłem, tylko tej maty nie mogłem załapać.- zaśmiał się, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech
-To cieszę się.- powiedziałam, a on wziął łyka soku
-Wiesz, głupio mi pytać, ale dlaczego mieszkasz sama?- gdy usłyszałam to pytanie, wpadłam w niemałe zakłopotanie
-Przepraszam, nie musisz odpowiadać...- zaczął się tłumaczyć, lecz przerwałam mu
-Spokojnie. To nie żadna tajemnica Ross. Po prostu mama zdecydowała, że czas się usamodzielnić.- odpowiedział już ze spokojem
Przecież nie muszę mówić mu wszystkiego.

***

Po tym jak Ross poszedł z mojego mieszkania. Postanowiłam zabrać się za kolację, tylko dla siebie. Przyznaję, bardzo ciążyło mi to, że mieszkam sama. Nie licząc tych goryli w garniturach, ale oni tylko są. Muszę sama wszystko robić. Muszę wcześniej wstawać, aby rano zrobić sobie śniadanie, a potem posprzątać po nim. Kiedy szykowałam sobie kolację. rozległ się dzwonek do drzwi. Wytarłam ręce w ścierkę i ruszyłam  do drzwi. Gdy je otworzyłam, przed moimi oczami ukazał się Joseph.
- Hej, co ty tutaj robisz?- zapytałam, wpuszczając go do środka
- Hej, słyszałem, że posprzeczałaś się z Chrisem i dziewczynami. - oznajmił, rozbierając się
- Taa.... po prostu samo to jakoś wyszło.- powiedziałam, wracając do kuchni, aby ukryć smutek
- O co poszło? - podszedł do mnie i chwycił mnie za ramiona
Delikatnie  je potarł dodając otuchy. Ja właściwie sama nie wiedziała... Przerwałam robienie kanapek i odwróciłam się do niego. Chwyciłam go w pasie i wtuliłam się w jego tors. Joe był trochę wyższy ode mnie. Biło od niego takie ciepło, jakiego potrzebowałam. On położył mi dłonie na plecy i dodawał mi z każdą chwilą coraz większej otuchy. Tego właśnie potrzebowałam, ciepła prawdziwego mężczyzny. Rozmyślałam nad tym, kiedy poczułam coś ciepłego na szyi. Ocknęłam się, to były rozpalone usta Josepha, który zaczął całować moją szyję, wspinając się coraz wyżej.  Czułam jego usta na policzkach, podbródku, w końcu dotarł do ust. Odruchowo go odepchnęłam i odsunęłam się od niego,
-Lau... ja przepraszam. Nie wiem czemu to zrobiłem, poniosło mnie..- zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam?
- Dlaczego to zrobiłeś?- spytałam zła i oparłam się plecami o blat, a w pomieszczeniu pojawił się ochroniarz
-Wszystko okey.- skierowałam się do niego i wyszedł, kiwając głowa
- Przepraszam... Ja... ja źle cię zrozumiałem. Jestem totalnym idiotą...- mówił zrezygnowany
- Nie. - zaprzeczyłam, a on spojrzał na mnie i oparł się o blat tak samo, jak ja
- Ja też przepraszam. Zaskoczyłeś mnie.- odpowiedziałam zmieszana i zapanowała cisza
To był dla mnie szok. Nie co dzień przyjaciel całuje cię tak intymnie. Moje krótkie dumanie przerwał głos bruneta.
- Spokojnie. Poczekam, tyle ile będziesz chciała. Znasz mnie.- uśmiechnął się
- Naprawdę? - spytałam zdziwiona
- Tak.- odrzekł pewnie i chwycił moja dłoń, a na moja twarz wkradł się rumieniec
Potem usiedliśmy na kanapie i zjedliśmy pizzę, która wcześniej zamówiliśmy. Bardzo go lubiłam, ale musiałam sobie wszystko poukładać w głowie, jeśli miałabym z nim być w związku. Poza tym bylismy przyjaciółmi i nie chciałam tego zniszczyć.
Kiedy wyszedł z mojego mieszkania, było już bardzo późno, więc postanowiłam położyć się spać. Pościeliłam sobie łóżko, ogarnęłam się i poszłam spać.
Następnego ranka szybko zrobiłam sobie śniadanie. Dziś była sobota. Nareszcie trochę wolnego od szkoły, ale już niedługo wakacje. Postanowiłam, że dziś posprzątam moje mieszkanie. Troszkę było brudno, oczywiście gołym okiem nie było tego, tak widać, ale ja sama to widziałam, że na szewkach jest kurz.
Nalałam sobie wody do miski, płynu uniwersalnego  i zabrałam się za sprzątanie. Po skończonej czynności, zrobiłam sobie naleśniki z nuttellą, które zjadłam bardzo szybko z tego względu, że była głodna. Muszę koniecznie porozmawiać z matką.

Ellington

Siedziałem sobie w salonie z Riker'em, oglądając telewizor, kiedy przyszła Rydel. Zobaczyła tylko, co oglądamy, a następnie udała się do kuchni. Gdy odeszła, poczułem jak ktoś szturcha mnie w łokieć.
- Co ty chcesz?- spytałem Riker'a
- Może gdzieś zabierzesz Rydel.- zasugerował
- A jeśli ona nie będzie chciała?
- Będzie chciała, nudzi jej się. Z resztą sam spójrz na nią. Wyjdziecie sobie, pójdziecie do parku, zrobicie sobie długi spacer, pogadacie, przyda jej się to.
- Masz rację. - przyznałem
- Mam pytanie. Czy ty powiedziałeś jej, co do niej czujesz?
- Nie zdążyłem wtedy.- przyznałem się
- No to masz okazję.
- Ale że dziś?- spytałem z niedowierzaniem
- A dlaczego nie? Heh, kurde. Nie wierzę, że mówię to. Przydałby jej się teraz mężczyzna, który ją kocha, a ona o tym wie. Nie skrzywdź jej Rat, bo to wciąż moja mała księżniczka.- powiedział, a ja uśmiechnąłem się szeroko
- Może masz rację, ale nie wiem, czy to jest dobry pomysł...- odparłem niepewnie
- Stary uwierz mi.
- Może masz rację, pójdę do niej. - podjąłem ,, wyzwanie"

Ross

Przez 2 godziny pokazałem Alice część miasta, w której mieszkamy. Teraz spacerem wracamy z przystanku. Do domu mamy gdzieś około 500 metrów.
-Dzięki Ross. Sama bym chyba nie odnalazła się tutaj. Poza tym nie umiałabym nawet do pracy dojść. Wiszę ci dużą przysługę.- uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem jej gest
-Wystarczy, że dasz się jutro zaprosić na spacer.- odpowiedziałem, a ona uniosła zaciekawiona brwi
-Okay, a o której?- zapytała
-Może o 17, bo później idę do pracy?- zaproponowałem
-Zgadzam się. A ty pracujesz?
-Dorabiam, bo trochę nam brakuje. Poza tym warto mieć na swoje potrzeby, takie mniej podstawowe.- odrzekłem
-To fajnie. Umiesz dobrze sobie rozplanować czas. Lekcje, dom i praca. Nieźle młody.- pokiwała głową
-Jesteś ode mnie tylko o rok starsza Al, nie jestem, więc taki młody.- uczepiłem się
-Dobra, dobra.- przewróciła oczami, a ja zaśmiałem się
W takim miłym nastroju weszliśmy do mieszkania. Na kanapie akurat siedział Riker i Rocky.
- Siema!- powiedziałem i odkręcili głowy w naszym kierunku
-Ładnie to tak włóczyć się po mieście i nie odbierać telefonu?- zapytał najstarszy z uśmiechem
Pokiwałem tylko głową.
-Los Angeles to nie Littleton, to miasto jest trochę większe i potrzebą więcej czasu.- odpowiedziałem równie żartobliwie
-Dobra, dobra. Siadajcie. Oglądamy właśnie jakiś film.- zaproponował
-Okay.- zgodziła się Alice
-Ja pójdę do siebie, ale wam życzę miłego oglądania.- odparłem i znikłem za drzwiami pokoju
Byłem zmęczony dzisiejszym dniem.





Hej!
Witamy Was i wpadamy z nowym rozdziałem. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Mam nadzieje, iż spodoba Wam się ten rozdział ;)
Jak wakacje, macie jakieś plany???
Zapraszamy do komentowania! :D
Pozdrawiamy
Ania Fanka&Sylwia Lynch

W następnym rozdziale:
-Co zadecyduje Laura?
-Kto będzie zazdrosny?
-Co zrobią przyjaciele Marano?
Tego wszystkiego dowiecie się już wkrótce w rozdziale 18! 


niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 16



Ross 

Wstałem powolnie z łóżka i wybrałem ubrania na dziś, które były całe czarne. Po ubraniu się, poszedłem na śniadanie. Przy stole siedzieli już wszyscy członkowie rodziny i Alice, która kończyła jeść kanapkę.
- Hejka!- odezwałem się do wszystkich 
- Ross, jeśli chcesz dziś zostać w domu to możesz. Zrobimy jeden wyjątek. - zaproponowała Rydel 
- Nie, dziękuję, - odrzekłem, dając jej buziaka w policzek- ale pójdę dziś do szkoły i tak mam dużo zaległości. 
- O której kończysz zajęcia? -zapytała Alice
- Kończę o 15. - odpowiedziałem na jej pytanie 
- Wiesz, bo twoje rodzeństwo idzie do pracy i tak sobie pomyślałam, że może poszłabym pod twoją szkołę, a stamtąd udalibyśmy się na jakiś spacer. Pokazałbyś mi okolicę ?- spytała 
- Możemy.
- Super to pójdę razem z tobą pod szkołę, żeby wiedzieć, gdzie mam czekać.- uśmiechnęła się, a ja pokiwałem głową
Alice jest starsza ode mnie o rok. 
- Jasne, ale teraz musimy już lecieć, abym się nie spóźnił na zajęcia.- 
Po tym słowach wstaliśmy i razem wyszliśmy z domu, żegnając się z resztą. Udałem się na zajęcia, szczerze nie miałem najmniejszej chęci siedzieć w szkole  po tym wszystkim. Na szczęście w towarzystwie Alice zawsze czułem się świetnie, więc przez drogę trochę sobie porozmawialiśmy.
Kiedy dochodziłem do szkoły, rozłączyliśmy się. Ona zawróciła, a ja ruszyłem dalej. Nagle spostrzegłem, że samochód, którym przyjeżdża Laura właśnie podjechał na podjazd. Postanowiłem na nią poczekać. 
- Cześć.- przywitałem się z nią 
- He,j co tam u ciebie, jak się trzymasz po wczorajszym ?- spytała z troską 
- Jakoś trzeba było dać radę. - spuściłem  głowę w dół, aby nie zobaczyła mojego smutku.
Ruszyliśmy pod  klasę, w której mieliśmy lekcje. Usiedliśmy na swoich miejscach i zaczęliśmy czytać dzisiejszy temat lekcji.


***


Po skończonych zajęciach wyszedłem przed szkołę ,aby zobaczyć ,czy Alice już na mnie czeka. Nie myliłem się, czekała z boku drogi. Szybko do niej pobiegłem i dałem buziaka w policzek. A ona uśmiechnęła się szeroko i promieniście .
- Hejka, jak tam, dałeś radę dziś przeżyć?- spytała
- Tak ,nie było aż tak źle, a ty nie miałaś problemu z trafieniem tutaj?
- Nie, jak widzisz dałam radę.- na te słowa szturchnęła mnie lekko w żebro
Natomiast ją objąłem ramieniem i ruszyliśmy na spacer, aby Alice poznała okolicę.


Laura 

Wychodziłam  właśnie ze szkoły, kiedy moją uwagę przykuł Ross, który obściskiwał się z jakaś dziewczyną.
Była bardzo ciekawa kto to jest , ile znaczy dla Ross'a. Z tymi i innymi myślami wsiadłam do samochodu z moją ochroną, a następnie udaliśmy się do domu.
Na miejscu czekały mnie moje ulubione naleśniki z nuttelą, ale dziś nie miałam najmniejszej ochoty ich jeść. Byłam zbyt pogrążona w myślach, co ta dziewczyna robiła przy Ross'ie.
Przecież Lynch to spokojny chłopak, nie wygląda na takiego, który by miał duże doświadczenie z dziewczynami. Ogólnie wygląda, jakby nigdy z nimi nie obcował.
Nie mogła sobie dać z tym spokoju. Z resztą nie powinnam teraz, o tym myśleć.  Kiedy do mojego pokoju weszła mama. Kiedy ujrzałam ją w drzwiach momentalnie, stanęłam na baczność.
- Musimy porozmawiać - orzekła
- O czym?
- Usiądźmy na łóżku
- Więc, o czym gadamy ?- spytałam 
Wiedziałam, że to nie będzie łatwa rozmowa.
- Laura jesteś już dorosłą kobietą, która sama potrafi o siebie zadbać....
- Do czego zmierzasz?
- Chodzi o to, że pewne sprawy się pokomplikowały...
- Jakie sprawy.. o co chodzi mamo?
-Laura będziesz musiała się ...........wyprowadzić stąd.
-Jak to wyprowadzić o czym ty mówisz?- zaczęłam krzyczeć
- Po prostu może ci się tutaj coś stać. Zamieszkasz w apartamencie, oczywiście ochrona będzie ci towarzyszyć.
-Czy to coś poważnego?
- Nie, ale trzeba zachować ostrożność, jak będziesz sama mieszkała to wydoroślejesz.
- No masz rację.
- Wiesz, zadzwoniłam do kilku mieszkań na sprzedaż i jesteśmy umówione. Za niedługo wychodzimy, przyszykuj się.
- Jasne.
Przebrałam się w inne ubrania i razem z rodzicielką ruszyłyśmy na oglądania mieszkań.
Każde z nich było bardzo piękne,ale wybrałam, że zamieszka w tym :








 Prosimy o szczere komentarze pod tym rozdziałem:
A  w rozdziale 17
- Co się stanie miedzy przyjaciółmi Laury?
- O czyje względy będzie walczyła Laura ?
Tego wszystkiego dowiecie się za tydzień  




  

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 15

Ross

Kolejnego dnia odbył się pogrzeb mojej matki. Wszyscy z mojej rodziny płakali, czyli moje rodzeństwo, gdyż wujostwo odcięło się od nas po śmierci taty. Czuję, że bezsilność zżera mnie od środka. Teraz najbardziej boję się o Rydel. Dla niej to ogromny szok i ból. My chłopacy znosimy to lepiej. Przynajmniej nie pokazujemy tak uczuć. Ja sam czuję się smutny, ale nie mógłbym cały czas płakać. Zdarzy się chwila, jak ta, kiedy te wszystkie emocje kumulują się w sobie, ale po chwili opadają. Dziewczyny płaczą cały czas, lecz po trochę. Myślę, że lepiej raz się wypłakać. Z resztą każdy inaczej to odczuwa...

***

Po mszy w kaplicy, odziani w czarne ubrania udaliśmy się pochować trumnę z naszą rodzicielką. Nie było wśród nas wielu osób. Jeden ze starych sąsiadów i jakiś nieznajomy pan. Riker wygłosił mowę pożegnalną. Potem spuścili trumnę do pieczary, w której położony był nasz ojciec. Zakryli ją i rozeszliśmy się. Do domu wracaliśmy w 2 grupach. Rocky, Delly i Ellington samochodem, a ja,Rik i RyRy na pieszo. Szliśmy w ciszy. Gdy dotarliśmy do mieszkania, panowała tam identyczna cisza, co między nami. Atmosfera dosłownie była martwa. Usiadłem na kanapie pomiędzy Rydel, a Rocky'm. Ellington siedział na fotelu, a Riker wyszedł, odebrać telefon. Patrzyłem tępo przed siebie w czarny ekran telewizora. Słyszałem tylko ciche pochlipywanie siostry. Nie mogłem tego dłużej już znieść. Ta cisza była okropna. Chciałem coś powiedzieć, ale do pokoju powrócił najstarszy z nas. Na jego twarzy widniał delikatny uśmiech, zaciekawiło mnie to.
-Za 2 godziny będziemy mieli gościa. Trzeba ogarnąć mieszkanie.- zakomunikował i usiadł na oparciu kanapy obok Delly.
-Nie ma wyjątków.- położył rękę na ramieniu blondyny i uśmiechnął się krzepiąco
Siostra otarła łzy i za jego pomocą wstała.
-Ogarnę u siebie.- powiedziała obojętnie i znikła, za drzwiami swojego królestwa
Byłem pełen podziwu dla brata. Kiedy wszyscy byli przybici, on żył jakby nic się nie stało. Był silny za nas wszystkich, co jeszcze bardziej mnie mobilizowało do tego, żeby się zebrać. Spojrzałem na Ratliffa. On też uśmiechnął się. Wstaliśmy wszyscy i rozeszliśmy się w różne miejsca. Ja do pokoju mamy, a bruneci do naszego. Natomiast Rik został w salonie połączonym z kuchnią.

***

Godzinę później wszystko było już posprzątane. Nie przypuszczałem nawet, iż w mieszkaniu było tyle do zrobienia. Ale to dobrze. Wszyscy odstresowali się i atmosfera była lepsza. Rydel nie płakała. Była smutna. Starła się tego nie okazywać. Postanowiłem dać jej czas. Musi sobie to ułożyć, a wtedy będziemy mogli porozmawiać.
-Tak właściwie to kto nas odwiedza?- zapytał Rock
-Alice. Tak ta Alice.- odpowiedział Riker, ku naszemu zdziwieniu
Poczułem, jak zrobiło mi się ciepło. Wspomnienia powróciły. Lice była moją pierwszą miłością. Byliśmy kiedyś w kinie i wesołym miasteczku.
Naprawdę mi na niej zależało. Była naszą przyjaciółką, ale po pierwszej randce, przeprowadziliśmy się, gdyż ojciec otrzymał lepszą pracę no i nasz kontakt urwał się. Teraz po latach znów się spotkamy.
-To wspaniale. Bardzo miła niespodzianka.
-Tak.- potwierdziłem i pokiwałem głową
Każdy się cieszył. Nawet Ell, który nie znał jej. Już nie mogę doczekać się, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
-Poznasz naszą dawną przyjaciółkę Rat.- poklepał go po ramieniu Rocky
-Heh, jestem ciekawy jak jest ta Alice.- zadumał
-A ładna?- zapytał żartobliwie, zerkając na Delly
-O ty!- walnęła go poduszką
-I tak, ładna.- odrzekła i wszyscy zaśmiali się
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Z zaciekawieniem spojrzałem na drzwi. Riker poszedł  otworzyć. Odruchowo poprawiłem włosy, na co siostra zachichotała. Przewróciłem oczami i znów spojrzałem na wejście.
-Hej!- zawołała wesoło Alice, kiedy wchodziła
-Cześć!- odpowiedzieliśmy, wstając
Pogrążyliśmy się w rozmowie.



Hello!
Wpadamy do Was z 15 rozdziałem.
Mam nadzieję, iż spodoba się, a pod postem ujrzymy dużo komów- oczywiście szczerych :D
Także bardzo serdecznie zapraszamy do oceny, a pod notką łapcie zapowiedź do next, który pojawi się wkrótce. :)
~Ania Fanka i Sylwia Lynch

W kolejny rozdziale:
-Co wydarzy się pomiędzy Rossem, a Alice?
-Kto będzie zazdrosny?
Odpowiedzi na te pytania i więcej w rozdziale 16!!!