sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 10

Rydel

Obudziłam się o 9 rano, gdyż w nocy nie mogłam  zasnąć. Postanowiłam udać się do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu  mama robiła już śniadanie, a przy stole siedział Ellington.
- Hejka! - przywitałam się
- Witaj córeczko, jak się  spało? - spytała  mama
- Całkiem dobrze, trochę było mi nie wygodnie na łóżku  ale kolejna noc na pewno będzie lepsza.- uśmiechnęłam się
Mama dziwnie spojrzała na Ell'a. Nie wiedziałam, o co chodzi.
- Ell chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam, widząc, że chłopak się do tego przymierza
- To ja was zostawię samych.- rzekła mama i wyszła z pomieszczenia
- Wiesz Rydel ....- zaczął- tak sobie pomyślałem, że może chciałbyś dziś ze mną iść do kina...
-A chłopacy nie mają czasu?
-Znaczy…Bo...
-Jasne, że tak. Tylko żartowałam. Heh, jesteś jakiś spięty Rat.- stwierdziłam i usiadłam naprzeciwko niego

***

Dziś jest sobota, więc mam wolne. Zgodnie z zapowiedzią Ellingtona, poszliśmy do kina. Była godzina 16:28, kiedy wychodziliśmy z domu. Seans był umówiony na 17, a bilet Ratliff dostał z pracy. Bardzo się cieszyłam, że razem gdzieś wyszliśmy, chociaż chłopak musiał się bardzo namęczyć zanim powiedział o, co mu dokładnie chodzi. Usiedliśmy na swoich miejscach, bo właśnie zaczynał się  film pt,, Zostań, jeśli kochasz", co prawda wiedziałam  że Ell nie lubił za bardzo romantycznych filmów, lecz doceniałam to, iż zgodził się na takie coś. Przytuliłam się do niego i w skupieniu oglądałam wyświetlany film.
Po seansie postanowiliśmy iść jeszcze na spacer, nie chciałam w najmniejszym stopniu psuć tej romantycznej atmosfery. Usiedliśmy na ławce. Byłam szczęśliwa.
-Wiesz Rydel... ja chcę ci coś powiedzieć...- powiedział bardzo poważnie
Przekręciłam się w jego stronę, aby popatrzeć mu w oczy ,a on kontynuował.
- Jesteśmy przyjaciółmi i  dużo ostatnio myślałem, ogólnie o mnie o tobie  i zdałem sobie sprawę ....- ale nie dokończył , ponieważ w mojej torebce rozbrzmiał dzwonek telefonu. Momentalnie go odebrałam, dzwonił Rocky.
-Słucham, ale dlaczego co się stało, możesz mi powiedzieć, dlaczego mamy jechać do szpitala? O matko, już jedziemy. Spokojnie za 10 minut tam będziemy.
-Co się stało?-  spytał Ellington
- Mamę zabrało pogotowie  do szpitala.- odrzekłam drżącym głosem
-Dlaczego, co się stało?- dopytywał się
- Nie wiem, ale szybko musimy jechać tam.-  poganiałam go
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod najbliższy szpital.

Ross

Chodziłem bez celu  po mieszkaniu. Kiedy wszedłem do kuchni, zdziwiło mnie, że nie ma w  pomieszczeniu mamy. Bardzo często lubiła tutaj się znajdować. Postanowiłem jej poszukać. Poszedłem do jej pokoju i zapukałem w drzwi, ale nie usłyszałem słowa ,, proszę". Ponowiłem czyn, lecz nikt się nie odzywał. Otwierając powolnie drzwi, myślałem, że może mama śpi i nie chciałem jej budzić. Ale niestety tak się nie stało. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem, że obok szafy leży na podłodze moja rodzicielka. Bardzo szybko do niej podbiegłem i przekręciłem na plecy. Sprawdziłem puls, żyje. Bez wahania zacząłem wołać  moich braci. Bardzo szybko znaleźli się w pomieszczeniu, a Riker zadzwonił na pogotowie, a my próbowaliśmy jakoś ocucić mamę.
Po chwili usłyszałem sygnał karetki. Zobaczyłem  mamę na noszach, jak jest wkładana do karetki. Riker pojechał z nią do szpitala w karetce, a my musieliśmy ich dogonić samochodem. W między czasie Rocky zadzwonił, aby powiadomić Rydel o całym zajściu.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, od razu ruszyliśmy do sali, w której miała znajdować się rodzicielka. Ale jak na razie trwały badania i nie mogliśmy do niej wejść, byłem załamany. Na pewno martwiła się tą przeprowadzą i dlatego zasłabła z tych nerwów. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego... Lekarze biegali we wszystkie strony i wtedy wyszedł lekarz prowadzący. Przypomniałem sobie jak to było z tatą. Doktor miał taką samą minę...taką, kiedy informował nas, że tata zginął śmiercią tragiczną. Wtedy całe moje nie miało sensu.
- Przykro mi, ale nic nie mogliśmy  zrobić - oznajmił- bardzo nam przykro.- rzekł niezwykle spokojnie i z pewną nutką obojętności
 Właśnie w tym momencie nasze życie straciło sens. Po raz kolejny. Widziałem jak Rydel przytula się do Ellington. My się złamaliśmy się totalnie. Siedzieliśmy, tak bardzo długo, bezustannie płacząc, ale i tak wiedzieliśmy, że to nie powróci życia naszej mamie. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu postanowiliśmy wrócić do domu. Niestety nasz samochód osobowy był za mały i jedna osoba musiała wracać pieszo do mieszkania. Postanowiłem, że to będą ja. Spacer dobrze mi zrobi pobędę trochę sam na sam.
- Ross tylko uważaj na siebie. - powiedziała Rydel, przytulając  się do mnie
- Spokojnie będę uważać obiecuje. - odrzekłem, odwzajemniając przytulasa


Podszedłem  bliżej do Ellingtona i oddałem mu Rydel, aby się do niego przytuliła. Zacząłem iść w stronę mieszkania, jednocześnie zastanawiając się jak teraz będzie wyglądało nasze życie. Bałem się o siostrę, lecz wiedziałem, że jest przy niej Ratliff i jest przy nim bezpieczna. Postanowiłem pójść przez park. Kiedy byłem już niedaleko miejsca, w którym mieszkam, zobaczyłem znajomą mi postać, ale przyznam szczerze. Nie miałem z nią ochoty w takiej chwili  z nią rozmawiać...

Jest kolejny rozdział, mamy nadzieje, że Wam się podoba. Prosimy o szczere komentarze, a kolejny pojawi się wkrótce. A w nim:
- Kogo Ross spotka  wracając  do domu?
- Kto z rodzeństwa Lynch zamknie się w sobie ?
Tego wszystkiego dowiecie się już  w kolejnym rozdziale.
Z okazji Wielkanocy chciały byśmy życzyć Wam: 

Aby mazurki na Waszym świątecznym stole koncertowały tak słodko jak co roku, aby zajączki wielkanocne nie skąpiły Wam podarków, a dobry Bóg - swojej łaski. Wesołego Alleluja!




sobota, 21 marca 2015

Rozdział 9



Laura

Następnego dnia dziwnie wesoła obudziłam się wcześnie, bo przed 7. Leżałam z 10 minut, po czym wstałam i poszłam się ubrać. Z garderoby wyciągnęłam żółte rurki, bluzkę w kwiaty i koturny w kolorze khaki. Po zrobieniu makijażu, lekkiego jak zawsze, usiadłam przy biurku. Zamyśliłam się trochę. W mojej głowie nadal kłębiła się sytuacja ze wczoraj. Ten blondyn chyba naprawdę mi się spodobał, ale jest jeden problem, a raczej dwa. Ja wcale go nie znam! W dodatku on jest taki zamknięty w sobie i bywa niemiły, lecz jest zbyt interesujący żeby zapomnieć. Nie będę robiła jakiegoś wywiadu, za to postaram się go odrobinę poznać. Strasznie mnie ciekawi jaki jest... No i czy Joe ma rację. Z resztą teraz mam, co innego na głowie.
Zeszłam do kuchni.
-Dzień dobry!- rzekłam, a pani Wonsen uśmiechnęła się
-Dzień dobry!- odparła i odłożyła ścierkę na bok, prędzej wycierając ręce
-Co panienka życzy sobie na śniadanie?- zapytała i odwzajemniłam jej gest
-To co zawsze.- odrzekłam i usiadłam na krzesełku przy wyspie kuchennej, a kobieta zabrała się za przyrządzanie mojej owsianki

***

Po zjedzeniu i podziękowaniu udałam się do siebie. Spakowałam do plecaka książki na dziś. Nagle do moich uszu dobiegł znany dźwięk. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i odczytałam wiadomość. To Sah napisała do mnie wiadomość, w której informuje mnie, że jedzie razem z Monic i Joe'm po mnie. Odpisałam, że czekam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To takie miłe z ich strony. Szkoda, że nie ma jeszcze Chrisa, ale on też ma swoje zajęcie. 
No cóż... Przerwałam swoje myśli i zeszłam  na dół. Tam czekali na mnie już ochroniarze. Przewróciłam oczami na ich widok i spotkałam się ze spojrzeniem mamy.
-Już gotowa?- zapytała nadzwyczaj miło, co lekko mnie zdziwiło
-Tak. Przyjaciele zaraz po mnie przyjadą.- odpowiedziałam jej 
-Laura i tak nie wywiniesz się. Panowie pojadą za wami. Dlatego z powrotem wrócisz już z nimi.- nakazała mi
-Tak.- przytaknęłam lekko znużona i wyszłam, a za mną "goryle"
Na podjeździe czekała już dobrze znajoma mi trójka. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok. Wsiadłam na tył, gdzie były dziewczyny i przywitałam się.
-Cześć.- odpowiedzieli mi chórkiem i ruszyliśmy
-Ochroniarze?- zapytał zdziwiony Joe
-Yhy. Matka tak zarządziła i nie ma przebacz.- pożaliłam się i odchyliłam głowę do tyłu
-To teraz jesteś ważną osobą.- zażartował brunet i wszyscy łącznie ze mną zachichotali
-Ta jasne. A co u was?- spytałam, zmieniając temat
-Monic jednak nie będzie miała nowych pasemek.- powiedziała Sarah i usłyszeliśmy śmiech McKine
Spiorunowałyśmy go wzrokiem, gdy spojrzał w lusterko i od razu zamilkł.
-Nie ważne.- mruknął, a my kontynuowałyśmy
-Ach ci chłopacy...- westchnęłyśmy i kontynuowałyśmy  

***

Pierwszą lekcję jaką miałam jest matematyka. W sumie lubię ten przedmiot. Uważam, że mój umysł jest bardziej ścisły niż humanistyczny. Ale to jest mało ważne. Zauważyłam, że nie ma Lynch'a. Może dziś go już nie będzie? ciekawe dlaczego nie przyszedł?
-Siadaj.- rzekł Joe i wyrwał mnie z zamyśleń
-Ehem.- mruknęłam i usiadłam
-Zakochałaś się?- zaśmiał się mi cicho do ucha, co odwzajemniłam
-Nie, ale ktoś tu może zarobić kopa.- odrzekłam nadal się uśmiechając
Brunet tylko pokiwał głową i skupiłam się na lekcji.

Ross

Wyjmowałem właśnie książki z szafki na dzisiejsze lekcje. Dziś spóźniłem się trochę do szkoły, bo zaspałem. Nie wiem w jaki sposób to się stało. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Dlatego szybko wyjąłem  resztę książek na dzisiejszy dzień i schowałem je do plecaka. Wiem, że na pierwszą lekcję już nie zdążę, więc chemiczną, gdzie miałem następną lekcję.

***

Kolejne lekcje mijały bez przeszkód.Teraz idę na godzinna przerwę podczas, której zjem obiad. Ustawiłem się w kolejce, a przede mną stanęła Laura. Kiedy zobaczyłem, że podchodzi do nas ten jej znajomy, trochę ciarki przeszły mi przez plecy. Nie ukrywam, że jego koledzy byli agresywni. A ja nie chciałem kłopotów. zbyt dobrze pamięta sytuację z parku. 
-Lau chodź. -powiedział do niej, wyciągając dłoń 
-Postoje sobie w kolejce. - chłopak się na mnie dziwnie spojrzał
-Laura. Ross pójdzie z nami. -zwrócił się do niej, a następnie do mnie - Chodź Lynch.
Ruszyłem powolnie za nimi, ale robiłem to tylko ze względu na Laurę dla nikogo innego.
Podeszliśmy do  okienka i wzięliśmy  dzisiejsze danie i udaliśmy się do stolika. Oczywiście każdy do osobnego. Laura usiadła z brunetem. Ja odszedłem do osobnego stolika jak zwykle przy oknie. Wtedy zobaczyłem, że znajomi Joe'go do mnie podchodzą.
-Dosiądziemy się Lynch.- powiedział jeden z nich 
-Spoko.- odrzekłem prawie nie słyszalnie.
-Wiesz ,że my nie lubimy robić nikomu krzywdy prawda.- zaczął
-Wiem.
-To czemu robisz wszystko, abyśmy musieli zrobić tą krzywdę?- spytał 
-Ja nic nie robię.
-No właśnie, że się mylisz Lynch.
-Tak?.......-nie dokończyłem, bo mi przerwał
-Zadajesz się nadal z Marano, a miałeś tego nie robić.- powiedział jeden z nich.
Bez zastanowienia wziąłem swoją tacę i odszedłem od stolika. Jednak to był błąd. Jeden z nich do mnie podszedł i zsunął mi spodnie z bioder.
Każdy wpadł w śmiech, a ja miałem na sobie różowe bokserki, na których były namalowane misie. Szybko naciągnąłem spodnie i wybiegłem ze stołówki. Jak oni mogli mnie tak upokorzyć, już sto razy wolałem pobicie, czy naśmiewanie niż takie coś jak teraz. Pewno teraz każdy będzie się ze mnie śmiał. Szybko pobiegłem do szafki, aby przebrać obuwie. Wyjąłem kluczyk z plecaka, aby otworzyć szafkę, kiedy zobaczyłem na horyzoncie Laurę. Nie chciałem z nią teraz rozmawiać, zmieniłem szybko buty i zacząłem biec. Pech chciał, że się potknąłem w pośpiechu o własne nogi i zaliczyłem spotkanie z podłogą. W ten czas zdążyła do mnie przybiec Marano. Delikatnie dotknęła mojego ramienia ,a ja natychmiast się podniosłem.
-Ross.....- zaczęła jednak ja nie dałem jej dokończyć, bo odepchnąłem ja od siebie i wybiegłem ze szkoły. 
Kiedy miałem już odpowiednia odległość od szkoły zwolniłem tempo. Przystanąłem na chwilę,  zawiązałem dobrze sznurówki od butów, poprawiłem plecak i zacząłem się zastanawiać co dalej. Zacząłem iść w stronę parku. To właśnie tam miałem największy spokój. Usiadłem obok mojego  ukochanego stawiku i zacząłem podziwiać  pływające kaczki, gęsi. Po chwili postanowiłem, że pójdę do Rikera- mojego najstarszego brata , który pracował w zakładzie mechanicznym. Po prostu  naprawiał zepsute auta. Droga nie zajęła mi dużo czasu, szedłem sobie spacerkiem, rozkoszując się promieniami słonecznymi. Starałem się nie myśleć o tej sytuacji chociaż to nie było łatwe.
Kiedy doszedłem na miejsce zobaczyłem, że w zakładzie jest jeszcze Rocky.
-Siema! -przywitałem się
-Siema, nie powinieneś być w szkole?-spytał Rocky
-Em... powinienem ale...
-Zerwałeś się, - dokończył za mnie Riker
-Wcale, że nie -próbowałem zaprzeczyć, ale to się nie udało
-Ross- powiedzieli równocześnie i przyparli mnie do muru, od którego nie miałem ucieczki
-Wiecie jak ja nie lubię kiedy tak robicie. -przyznałem 
-A my nie lubimy jak kłamiesz - oznajmił najstarszy ,na co Rocky przyznał mu racje.
-To jak uciekłeś?
-Tak -przyznałem się -ale nie chce o tym rozmawiać

***


Razem zaczęliśmy iść w  stronę domu, szliśmy w ciszy.
Kiedy rozbrzmiał mój telefon spojrzałem na wyświetlacz nieznany numer, więc postanowiłem odebrać.

***Rozmowa ***
-Słucham,tak przy telefonie, o której , gdzie , aha nie będzie problemu ,dobrze ,do zobaczenia.
***Koniec rozmowy ***

Zakończyłem rozmowę, gdy właśnie wchodziliśmy do domu.
-Hej mamo!-powiedzieliśmy razem
-Witajcie.
-Mamy dla was bardzo dobra wiadomość - powiedziała Rydel, siadając na stole i machając nóżkami ja mała dziewczynka
-A to jaka ?-spytał Rocky, dając całusa siostrze w policzek ja poszedłem w jego ślady i również tak uczyniłem.
-Zaszły zmiany w sprawie naszego nowego mieszkania i już możemy się tak wprowadzać, a nie za trzy dni jak było ustalone.
-A to dlaczego ?-zacząłem się dopytywać
-Wcześniejszy właściciel szybciej się zwinął z rzeczami i przyjechał dziś do nas, i oddal nam klucze.
-Ja też mam bardzo dobra wiadomość.-oznajmiłem
-Ooo a to jaka?-spytała mama
-Dostałem dziś telefon i na weekend dostałem bardzo dobra prace.
-A to gdzie? -zapytał Ryland, który wszedł do kuchni
-Na przecenach. Jakiś sklep nowy się otwiera w galerii i to nie jakiś byle jaki. Jest ogromna wyprzedaż i potrzebują kogoś kto by pomógł .Bardzo dobrze płacą  za jedna nockę 2.500.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, abyś ty pracował w nocy.  
-Mamo dam radę, nie musisz się martwic, a poza tym to jednorazowe. No a kasa nam się teraz przyda przy przeprowadzce.
-Ech... no sama nie wiem. -wypowiedziała, kładąc talerze z zupa na stole.


Laura

**Wcześniej**
Siedziałam razem z McKine'm i jadłam sobie spokojnie lunch, kiedy usłyszałam swoje imię.
-Tak?
-Co tak?- zapytał zdziwiony brunet, a ja odruchowo zwróciłam na niego uwagę
-Słyszałam swoje imię.- odpowiedziałam
-Pewnie się przesłyszałaś.- machnął ręką i z powrotem zaczął jeść
Ja jednak nie dała za wygrana i rozpoczęłam, bacznie rozglądać się po stołówce. Wtem zobaczyłam jak koledzy z mojej klasy zaczepiają Ross'a. On wziął swoją tacę i wstał. Potem nagle któryś z nich ściągnął mu spodnie. Chłopak cały poczerwieniał ze wstydu i ze złością podciągnął jeansy i ruszył przed siebie. Wszyscy na stołówce wybuchli śmiechem, nawet ja zachichotałam, gdy zobaczyłam jego "słoniki". Mimo to opanował się. Zrobiło mi się go żal i wyszłam za nim. stał przy szafce. Zaczęłam iść szybciej, ale on zrobił również to samo tylko, że z gorszym skutkiem. Przewrócił się.
Gdy do niego podeszła odepchnął mnie. Zrezygnowana wróciłam na stołówkę.
-I co?- spytał Joe
-Nic.- odparłam i dokończyłam jedzenie
-Mówiłem, że nie warto. nie wszyscy są mili Lau. Musisz to zrozumieć.- powiedział i przytulił mnie
-wiem.- uśmiechnęłam się i odwzajemniłam jego gest


***

Po tej całej sytuacji z Rossem, była strasznie na siebie zła. Miałam żal do siebie, że w ogóle próbowałam złapać z nim kontakt. Chłopak wyraźnie mnie nie lubi, a dziś dał mi to do zrozumienia. Widzę, że nie jest mu łatwo. W sumie to ja już go nie rozumiem. Raz ze mną rozmawia, a za drugim razem mnie odpycha. Wydawał się być sympatyczny. Może Joe miał rację? Ech... O czym ja myślę, a raczej o kim.
-Hej, Lau!- usłyszałam głos Monic i Sarah
-Hej!- zaskoczona podniosłam się z łóżka i uścisnęłam je lekko
-Co taka zamyślona?- zapytała blondynka i usiadłyśmy 
-Nieważne.- zbyłam je
-Opowiadajcie, co u was? W ogóle w szkole nie widziałam was ani razu od rana.
-Gdybyś mniej czasu spędzałam z Joe'm, to byś pamiętała o nas.- odpowiedziała Sah
-Nie gniewajcie się na mnie.- przytuliłam je
-Jeszcze do końca nie przywykłam do tego miejsca. Poza tym szkoda, że nie chodzimy do tej samej klasy.- stwierdziłam i we trójkę rozłożyłyśmy się na moim dużym łóżku
-Nom. Ale nie gadajmy o tym. Co zakładacie na weekend?- Monic zmieniła temat
Otóż razem z naszą paczką w piątek po lekcjach udajemy się na krótki wypad za miasto. 
-Zobaczymy co można.- zawołałam wesoło i wstałam, po czym podeszłam do drzwi garderoby, a dziewczyny poszły w moje ślady
W ten sposób spędziłam czas z przyjaciółkami.

Ross

Kiedy skończyliśmy pakować ostatnie pudełka do samochodu, zakończyliśmy przeprowadzkę, która odbyła się w bardzo szybkim tempie.
Mama, Rydel i Riker byli już w nowym mieszkanku. Pewno zaczęli rozpakowywać rzeczy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy pod nowy adres. Teraz miałem bliżej do szkoły, lecz troszkę dalej do mojego ulubionego parku. Wnieśliśmy pudelka na drugie piętro. W bloku niestety nie było windy, a szkoda, bo dla kogoś kto się wprowadza przydałoby się. Dobrze, że w mieszkaniu stary właściciel zostawił nam trochę mebli. Oczywiście i tak nasze meble ze starego się przewiozło, ale nie wszystkie, gdyż nie mamy tyle miejsca. Było to nie łatwe, ponieważ żadne z nas nie chciało ich wyrzucać, z nimi wiążą się nasze wspomnienia z dzieciństwa. Gdy przekroczyłem próg mieszkania, od razu potknąłem się o buty swojej ukochanej siostry. Ech.... Na szczęście złapałem równowagę i się nie przewróciłem.
-Mamo, gdzie mamy położyć te pudełka? -spytałem, zdejmując byty
-Zanieście je do salonu. Tam zgromadzimy wszystkie rzeczy, a potem będzie się je rozpakowywać.- odpowiedziała, a ja tylko kiwnąłem głową.
Ruszyłem w stronę naszego pokoju. Wszyscy razem mieliśmy pokój jeśli chodzi o chłopców Rydel miała osobny  tak samo jak mama. Nasz pokój był dużych rozmiarów. Kiedy wszedłem zacząłem się rozpakowywać układałem swoje ubrania,bieliznę, książki do komody. Kiedy skończyłem było już bardzo późno dlatego postanowiłem udać się do łazienki. Kiedy skończyłem się myć poszedłem jeszcze do kuchni aby napić się wody. Przyznam szczerze troszkę obawiałem się tego co jutro może się stać kiedy pojawię się w  szkole pewno każdy będzie się ze mnie śmiał. Jeszcze w dodatku ta Laura faina z  niej dziewczyna tylko że przez nią mam spore problemy. Kiedy byłem już w kuchni zobaczyłem że przy stole siedzi Ellington.
- Hej a ty jeszcze nie śpisz?- spytałem nalewając sobie wody
- Nie myślę
- O czym
- Ech nie ważne ty tego nie zrozumiesz
- Ta... chodzi o dziewczynę - powiedziałem patrząc na niego
- Skąd wiesz - spytał zdziwiony
- Znamy się nie od dziś no mów o co chodzi
- Podoba mi się pewna dziewczyna.....
- Rydel - przeszkodziłem mu
- Podoba mi się Rydel tylko nie wiem jak ja mam jej to powiedzieć bo nie wiem czy ona czuje do mnie to samo co ja do niej a jeśli  nie   to się wszystko wtedy popsuje i nawet już  nie  będziemy przyjaciółmi a a  ja nie chce aby to się popsuło
- Jej to rzeczywiste poważny problem
-No wiem
- Wydaje mi się że powinieneś powiedzieć jej prawdę ze ci się podoba
- Oszalałeś - krzyknął
- Ciszej bo cały dom pobudzisz
- Może masz racie będę już cicho
- Ale mi nie o to chodziło- zaśmiałem się
- Nie
- Chodziło mi o to że powinieneś powiedzieć jej to co do niej czujesz
- Tak uważasz
- No jasne chciałbyś żeby jakaś dziewczyna cię okłamywała jeśli by cię kochała?- spytałem zamierzał odpowiedzieć ale ja ponownie mu przerwałem mówiąc- To było pytanie retoryczne nie musisz na nie odpowiadać bo każdy zna  odpowiedź a terach chodź idziemy spać bo jest już bardzo późno a jutro trzeba wcześno wstać.
Razem udaliśmy się do pokoju położyliśmy się na swoje łóżka i zasnęliśmy. Nawet przestałem się zamartwiać co może się stać kiedy jutro pójdę do szkoły.


Hejka wpadamy do Was z nowym rozdziałem, wiemy, że bardzo długo na niego czekaliście, ale co poradzisz w szkole mamy bardzo dużo sprawdzianów....
W kolejnym nexcie:
-Czy w życiu Lynchów wydarzy się coś co obróci jego życie do góry nogami ?
- Czy Ross spotka Laurę?
 Jakie będą dalsze przygody bohaterów? tego wszystkiego dowiecie się już za miesiąc
Liczymy na wasze komentarze pod rozdziałem  










piątek, 20 lutego 2015

Notka / Zmiany w rozdziale

Nie omijaj 

Hejka  niestety,ale ostatnio bardzo spadła liczba wyświetleń  na naszym blogu. 
Nie ukrywamy, że  bardzo martwi nas ten fakt. 
Dlatego  postanowiłyśmy  podjąć jakieś działania, w tym kierunku. 
Wspólnie postanowiłyśmy że rozdziały będą  bardzo długie
dodawane raz w miesiącu. Wiemy,  że  to może  Wam się to nie spodobać, ale wydaje nam się, że to będzie  najlepsze  rozwiązanie. 
To jest tylko  takie doświadczenie,  jeśli się to nie sprawdzi wrócimy do poprzedniej metody.
Rozumnie też Nas, że my też chodzimy do szkoły i musimy się uczyć, i nie jest łatwo pogodzić nam naukę z prowadzeniem bloga.
Zapraszamy  do udziału w najnowszej ankiecie każdy głos się liczy.

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 8


Ross
Wracałem właśnie ze szkoły, kiedy zobaczyłem po drugiej stronie ulicy, że idzie moja siostra Rydel. Szybko  przebiegłem na przeciwny chodnik.
-Rydel - powiedziałem głośno na co blondynka się odwróciła w moją stronę Podbiegłem do niej i dałem bodziaka w policzek.
- Co ty o tej porze tutaj robisz? - spytałem ją
- Obecnie stoje, ale tak ogólnie to idę do pracy.
-Aha, a chłopaki w domu już są czy jeszcze nie?
-Jeszcze nie wrócili. Zapewne przed wieczorem się zjawią. - oznajmiła 
- A ty dziś do której pracujesz? - spytałem 
- Do 23  ale potem Riker ma po mnie przyjść, abym nie wracała sama po nocy. Rozumiesz, nie chce, aby ktoś mnie zaczepiał w drodze powrotnej do domu. Ross porozmawiaj z mamą, ona bardzo przeżywa tą przeprowadzę. Widzę jak bardzo brakuje jej męskiego wsparcia. Ja jej tego nie dam. 
- Wiem ona bardzo tęskni za tatą, którego już wśród nas nie ma i nie będzie. Postaram się z nią porozmawiać  jak tylko wrócę do domu. - oznajmiłem swojej starszej siostrze  którą bardzo kochałem.
Po krótkiej rozmowie z Rydel poszedłem do domu. Usiadłem przy stole i patrzyłem jak mama krząta się po kuchni i gotuje obiad . W pewnym momencie się zebrałem i podszedłem do niej.
- Mamo możemy porozmawiać. - zapytałem bardzo delikatnie, bojąc się odmowy.
- Tak coś się stało, że masz taką minę? - zapytała
- Jaką minę- powiedziałem szybko, się szeroko uśmiechając
- Ross... co się dzieje?
- Mamo chcę porozmawiać o tej przeprowadzce.
- Ross proszę cię nie teraz. - odparła opierając się o blat kuchenny
-Nie mamo. Właśnie, że teraz. - podszedłem do niej i położyłem swoje dłonie na jej ramionach, i się do niej przytuliłem
- Mamo przeprowadzka to nie koniec świata zobaczysz. Szybko się tam zaaklimatyzujemy, będzie dobrze. Ja wiem, że z tym domem wiąże się dużo wspomnienia, ale nie ma już wyjścia. Musimy sobie dać z tym rade i damy, a wiesz dlaczego? Bo jesteśmy rodziną - dużą rodziną, która się wspiera i pomaga sobie.- powiedziałem jej tuż nad uchem i się mocno w nią wtuliłem. Z jej oczu wydobyło się kilka łez, które szybko otarłem i jeszcze mocniej ją przytuliłem. Ten moment przerwali moi bracia, którzy właśnie weszli do domu i zaczęli się  rozbierać.
- Hejko bracie.- powiedzieli oboje na raz
- Hej jak tam w pracy?
- Dało się przetrwać. - odparł Rocky
- Dobrze siadajcie.

***

 Po objedzie udałem się z moimi  braćmi do pokoju w celu obgadania pewnych spraw.
- No tak to się przeprowadzamy wraz z naszymi kochanymi kobietkami.- powiedział Rocky, rozwalając się na łóżko.
-No szkoda miałem tutaj bardzo dużo wspomnień. - zaczął Riker
- Chłopaki- przerwałem mu - musimy byś silni teraz najgorzej z nas znoszą to Rydel i mama.
- Ross my to wiemy.- zaczął Ell- ale nam też jest ciężko próbujemy dać im wsparcie, ale kiedy one nas odtrącają nic na to nie poradzimy. Rydel chyba chce wszystkim pokazać, że da sobie z tym rade sama, ale tak się nie stanie.
- Chłopcy kładźcie się spać mama prosi- powiedziała Rydel, która niespodziewanie weszła do pokoju
- Dobrze już idziemy. - powiedzieliśmy chórem.
Każdy rozszedł się po swoich pokojach, kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem że w pokoju mojej siostry świeci się światło. Delikatnie zapukałem i kiedy otrzymałem pozwolenie wszedłem do środka.
-Hej.- dotknąłem jej ramienia i usiadłem na skraju łóżka, a ona usiadła po turecku naprzeciwko mnie
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała i przekręciła głowę na bok
-Chciałem pogadać.- mówiłem, ale przerwała mi
-Słyszałam waszą rozmowę. Ross, my już nie jesteśmy dziećmi. Nie musicie mnie nańczyć. To denerwujące, wiesz?- zmarszczyła czoło, a ja poczułem się głupio
Może rzeczywiście przedobrzyłem?
-W takim razie przepraszam.- odrzekłem i wstałem
-Dobranoc.- rzekłem i wyszedłem

Dużo komentarzy= szybsze pojawienie się rozdziału 






piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 7

Laura

Siedziałam właśnie w swoim pokoju i odrabiałam lekcje, kiedy usłyszałam że ktoś dzwoni do drzwi.  Wstałam i powolnie ruszyłam w stronę drzwi wejściowych, po drodze ze swojego pokoju wyjrzała Ania
- Ktoś dzwoni- powiedziała i uśmiechnęła się, co odwzajemniłam
Pobiegłam do drzwi i otworzyłam je.
-Hej Lau!- rzekł Joe
-Hej!- odparłam i wpuściłam go do środka
-Co tam u ciebie?- zapytałam lekko zdziwiona jego obecnością
-Chciałbym z tobą porozmawiać.- odpowiedział, a ja skinęłam głową i przeszliśmy do mojego pokoju
-To o co chodzi?- spytałam, kiedy zamknął drzwi
-Chodzi o tego Lynch'a.- oznajmił krótko i niemiło
Usiadłam na łóżku i  uważnie go słuchałam.
-Nie podoba mi się to, że zadajesz się z tym blondynem. Nie dość, że cię wykorzystał to jeszcze teraz ty znów za nim łazisz, a potem śmieje się za twoimi plecami. Chłopak jest fałszywy i dlatego nikt go nie lubi.-oznajmił i usiadł obok mnie
-Jej, nie spodziewałam się tego, ale jakoś nie mogę w to wierzyć. On jest całkiem miły.- stwierdziłam
-Kiedy?- prychnął i pokręcił głową
McKine nigdy się tak nie zachowywał. Nie podobało mi się to jak rozmawialiśmy.
-Wiedziałem jak cię chłodno potraktował w klasie, a potem na stołówce. Martwię się o ciebie.- odrzekł z troską
-Wiesz, że nie jestem dzieckiem. Zostaw tą sprawę mi. Obiecuję, że będę uważać i nie dam się wykorzystać.- przyrzekłam, po czym cicho zaśmialiśmy się
-Zapomniałabym wspomnieć, żeby twoi koledzy odpuścili mu. Przecież nic im nie robi.- rzekłam i spojrzałam na niego wyczekująco
-Pogadam z Alex'em.- odpowiedział, a ja przytuliłam go
-Jesteś super.

***

Gdy przyjaciel poszedł do domu, wróciła mama. Gdy mnie zobaczyła od razu nakazała mi iść do jej gabinetu.
-Musimy porozmawiać.- orzekła surowo, a ja tylko westchnęłam i pokiwałam głową
Oj oberwie mi się za tych ochroniarzy...
Powolnie weszłam do jej gabinetu. Matka od razu usiadła za swoim biurkiem i spojrzała na mnie swoim lodowatym wzrokiem.
-Laura Marano czy ty myślałaś, że to co dziś rano zrobiłaś, ujdzie ci na sucho, bo mam nadzieje, że teraz zdajesz sobie z tego sprawę.  Czekają cię za to nie małe konsekwencje.- powiedziała stanowczo
-Mamo ja nie chce, aby oni ciągle chodzili za mną w szkole i siedzieli ze mną w klasie.- próbowałam się bronić
-Przypominam ci, że o takich rzeczach to ja decyduje, a nie ty- krzyknęła- A teraz masz szlaban na wychodzenie z domu. Do szkoły chodzisz z ochroniarzami, którzy nie odstępują cię na krok, za chwilkę przyniesiesz mi laptopa i będziesz z niego korzystała tylko za moim pozwoleniem. Nie masz prawa oglądać telewizji. To wszystko do odwołania, proszę idź do swojego pokoju i przemyśl swoje zachowanie.
- Ale mamo...- zajęczałam niezadowolona
- Powiedziałam coś.
-No dobrze. Przepraszam.- rzekłam i wyszłam z jej gabinetu
Ruszyłam w stronę swojego pokoju, w którym najlepiej się czułam. Dlaczego ona mi to robi, ja tylko chciałam mieć trochę luzu i  tego, aby nie wszyscy zadawali pytania dlaczego ci faceci za tobą chodzą i dziwnie na mnie w szkole by każdy patrzył, a teraz wyszło, że i tak Oni będą musieli za mną łazić na każdym kroku. Otworzyłam drzwi do swojego królestwa, wzięłam laptop ze swojego biurka i odniosłam go do salonu, gdzie znajdowała się moja mama, która wybrała dla mnie taki rodzaj kary. Postawiłam urządzenie na szafce i z powrotem udałam się do swojego pokoju, w którym chciałam już spędzić resztę tego okropnego dnia. Położyłam się na łóżko i wybrałam numer do Sarah.

*** Rozmowa telefoniczna ***
- Hej Sarah, co porabiasz?- spytałam patrząc się w sufit- Wybieram z Monic kolor pasemek, w których było by jej do twarzy- oznajmiła- Ale ona ma już pasemka- powiedziałam, podnosząc się do pozycji siedzącej- No tak, ale chyba zmieni sobie kolorek. Wiesz na taki bardziej orientalny - roześmiała się- Jasne, bo różowy to nie oriental- zaśmiałam się ( Ps. ten błąd jest specjalnie w tym ostatnim wyrazie)                                                                                                                    - Chodzi mi o żywszy- odezwała się Monic, musiała siedzieć blisko Sarah, bo bardzo dokładnie ją usłyszałam
- Ech róbcie co chcecie - powiedziałam z ironią   
-Ej Lau, co jest?- spytały obie dziewczyny na raz                                                        -Dostałam szlaban.- oznajmiłam-Za co ?- obie się oburzyły
-Bo dziś byłam w szkole i nie chciałam, aby ci ochroniarze za mną chodzili i skłamałam im, że mama dała im wolne, ale ona i tak się wszystkiego wywiedziała no i dała mi szlaban.- powiedziałam szybko, ale wyraźnie-To nie dobrze- powiedziała Sarah-No wiesz może w weekend do ciebie wpadniemy co ?- spytała Monic-No możecie na to mama mi szlabanu nie dała- powiedziałam przez śmiech-Aha to się bardzo cieszymy, to postaramy się przyjść do ciebie w sobotę rano - oznajmiła Sarah z radością-Dobra to jesteśmy omówione, a teraz kończę bo muszę się pouczyć.-Oki, papatki!-Pa.- odparłam i rozłączyłam się
*** Koniec ***

Zakończyłyśmy rozmowę, a ja wzięłam się za naukę.

Ross

Wracałem właśnie z ,,pracy", która jest dorywcza. Chodzę do centrum handlowego i w niektórych sklepach poszukują ludzi do rozkładania ubrań z pudełek. Czasami można sobie nieźle dorobić, ale to tylko niekiedy, ale cieszę się, że zarabiam chociaż to i tak nie ocali naszego domu, nie mamy z czego płacić rachunków ledwo starcza nam na żywność przy tylu osobach, a jeszcze opłaty. Dlatego nasz dom poszedł na licytacje, a my musimy się przeprowadzić do jakiejś małej klitki. Moja mama i siostra bardzo to przeżywają, ale nic już nie poczniemy. Bardzo przywiązałem się do naszego domu  z korytarza od razu jest wejście do kuchni, która jest całkiem spora, następnie jest korytarz od którego są drzwi do naszych pokoi na samym końcu jest łazienka dosyć przestronna chociaż jest tam bardzo dużo kosmetyków Rydel i mamy.
-Hej, już wróciłem- krzyknąłem przekraczając próg domu
- Hej synku, jak w pracy?
-Całkiem dobrze- odparłem
-Cieszę się.- powiedziała mama, podając mi kanapki na stół
-Reszta jeszcze nie wróciła?- spytałem, zajadając się
-Jeszcze nie. Rydel ma dziś nocną zmianę, a reszta powinna wrócić za jakąś godzinę może dwie.
-Tak...
-Zjedz i idź już spać, jutro masz wcześnie do szkoły.
-Dobrze.- powiedziałem, odkładając talerz do zlewu i dając jej buziaka w policzek.
Poszedłem do swojego pokoju przebrałem się w piżamę i położyłem się spać.

Hejo wpadamy do Was z  nowym rozdziałem. Jest on trochę wcześniej ze względu  na to że jutro  są Walentynki i  chciałybyśmy  złożyć Wam z tej okazji  życzenia.
Niechaj te Walentynki będą dla Was szczęśliwe, nie bądźcie   sami spędźcie je w gronie rodziny, przyjaciół lub osoby bardzo bliskiej Waszemu sercu. Życzą Ania Fanka i Sylwia Lynch.