środa, 13 maja 2015

Rozdział 13

Ross

Kiedy się obudziłem, zobaczyłem, że nie ma nikogo w pokoju. Przetarłem oczy i ziewnąłem. Przewróciłem się na lewy bok, a później na prawy. W końcu wstałem. Zabrałem ubrania z podłogi i poszedłem do łazienki. Przechodząc przez korytarz, usłyszałem Rattlif'a i moje rodzeństwo. Zapewne jedzą śniadanie. Wczoraj, gdy wróciłem z "pracy", byłem tak padnięty, że nawet nie umyłem się. Dlatego teraz biorę prysznic. Przynajmniej zarobiłem 300 dolarów. Sporą sumę. To było chyba jedynym plusem. Ale wolałby pracować niż iść do szkoły. Nie było mnie kilka dni. Mam zaległości, a poza tym są gorsze rzeczy. Rozmyślając, umyłem się i ubrałem. Gotowy ruszyłem do kuchni.
-Cześć!- przywitałem się, gdy wszedłem
-O, hej Ross!- rzekła radośnie moja siostra, zaprzestając jednocześnie rozmowy
-Siemka!- odpowiedzieli chłopacy, uśmiechnąłem się i usiadłem obok nich przy stole 
Po śniadaniu zabrałem plecak i udałem się do szkoły.

***

Dotarłem tam w niecałe 15 minut. Idąc szkolnym korytarzami czułem się lekko dziwnie, ale za to swobodnie. Chyba dzisiejszy dzień będzie jednym z udanych, po taki ciężkim tygodniu. Nareszcie nikt mnie nie zaczepia. Nawet jakaś dziewczyna powiedziała mi cześć, gdy byłem tuz przed szkołą.
"Powrót jednak nie jest taki zły."- przemknęło mi przez myśl. Zadzwonił dzwonek. Zszedłem z parapetu, na którym siedziałem i udałem się pod klasę. Nauczyciel przyszedł szybko. Weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Katem oka zauważyłem, że sporo osób na mnie spogląda. Odruchowo przeczesałem włosy. Może miałem coś na twarzy? Jednak nie. To co się stało?
-Otwórzcie podręcznik na stronie 120. Dziś będziemy omawiać ten wiersz.  Przeczytajcie go, proszę.- zwrócił się do nas pan Frank
Otworzyłem więc książkę. Ledwo zdążyłem przeczytać 1 zwrotkę, a już zostałem wezwany do odpowiedzi. Zabrałem swój zeszyt i stanąłem przy biurku.
-Panie Lynch długo pana nie było. Rozumiem, że ten czas wykorzystał pan wspaniale na nadrobienie zaległości.- rzekł swoim wyrazistym i dość oschłym tonem
Ten człowiek już taki był. Nikt go nigdy nie lubił, ale potrafił uczyć. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że nie mam zaległych lekcji. Modliłem się, aby zapytano mnie o to, co było dużo wcześniej.
-Podaj mi ostatni temat lekcji o opowiedz go.- nakazał, a ja zamilczałem
Mężczyzna spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Czy ja mówię po chińsku?- zapytał rozgniewany, milczałem
-W takim razie jestem zmuszony postawić ci ocenę niedostateczną panie Lynch.- powiedział i otworzył zeszyt
-Jestem naprawdę zawiedziony, gdyż uważałem cię Ross za zdolnego ucznia.- dodał, a mi zrobiło się strasznie głupio i wstyd
To okropne uczucie... Wróciłem na swoje miejsce i resztę lekcji myślałem nad tym, w jaki sposób będę mógł poprawić ocenę. W końcu jestem na stypendium. Jeśli nie dotrzymam warunków stracę je, co jest równoznaczne z wydalenie ze szkoły, ponieważ nie stać mnie na taką szkołę. Gdy tylko zadzwonił dzwonek, a wszyscy wyszli z klasy, podszedłem do nauczyciela.
-Panie Frank, czy będę mógł poprawić tą ocenę?- spytałem z nadzieją
-Wie pan jakie zasady obowiązują u mnie na lekcjach. Za brak subordynacji trzeba ponieść karę.- odpowiedział surowo
-Ale to dla mnie bardzo ważne. Jestem na sty...- nie dokończyłem, bo przerwał mi
-Dobrze, ale za karę przez tydzień będziesz mi pomagać w sprawdzaniu kartkówek, klasówek i innych rzeczach.- odetchnąłem z ulga, gdy tylko usłyszałem te słowa
-Tak, oczywiście. Bardzo dziękuję. Do widzenia!- rzuciłem i wyszedłem z klasy
"Jednak nie jest taki zły."- pomyślałem i skierowałem się na dwór
Musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza. Cała ta sytuacja dała mi dużo do myślenia. Nie ma to jak kubeł zimnej wody z rana. Zaśmiałem się w myślach. Teraz tylko nadrobić tematy i przetrwać jakoś tydzień. Chyba wiem, kogo mogę poprosić o pomoc...



Hejka wpadamy do Was z najnowszym rozdziałem i przepraszamy, że musieliście na niego tyle czekać. 
A w kolejnym rozdziale:
- Do kogo Ross zwróci się o pomoc w nadrobieniu lekcji, czy ta osoba zechce mu pomóc ?
- Sarah wybierze się na randkę z Chris'em, kogo spotkają podczas ich spotkania?
Tergo wszystkiego dowiecie się już w następnym rozdziale który pojawi się 24 maja 

Gratulujemy finału!



niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 12

Laura


Wczorajsza randka z Josephem nie okazała się być udaną. Zachowywaliśmy się bardzo dziwnie. Brunet odwiózł mnie do domu i była naprawdę miły, ale zachowywał się jak nie Joe. Nie wiem dlaczego tak było. Boję się, że teraz może być pomiędzy nami inaczej. Liczę jednak, że będziemy mogli porozmawiać o tym dziś. Myśląc, ubrałam się i uczesałam, po czym zeszłam na dół do jadalni, gdzie siedziała cała moja rodzina, co było rzadkie.
-Dzień dobry!- rzekłam uśmiechnięta
-Dzień dobry!- usłyszałam odpowiedź mamy
-Cześć.- odpowiedź ojczyma i "siostry"
-Co dziś na śniadanie?- zapytałam i usiadłam przy stole
-Naleśniki z różnymi dodatkami.- powiedziała gosposia, wchodząc
Przywitałam ją tak samo jak rodzinę i szybko zjadłam śniadanie. Później zabrałam swoją trobę i wyszłam razem z ochroniarzami. Na podjeździe dostrzegłam samochód McKine'a. Na moją twarz wkradł się uśmiech. Chłopak wysiadł z samochodu i przywitał mnie.
-Hej.- odparłam i wsiedliśmy do auta
Zapanowała cisza. Odpalił samochód i ruszyliśmy.
-To... Co tam?- spytał lekko nieśmiało, zerkając na mnie
-Wszystko w porządku. Przy śniadaniu rodzina zaskoczyła mnie. Wszyscy byli przy stole, a to rzadka sytuacja. Nie wiem dlaczego, ale fajnie było zjeść wspólnie.- odrzekłam, a on pokiwał głową
-A u ciebie?- dodałam szybko i skupiłam na nim wzrok
-Też okay. Dziś mam trening, a wyjątkowo nie chce mi się iść.- wzryszył ramionami
-Nie żartuj. Ty kochasz koszykówkę.- zdziwiłam się
Joe jest kapitanem szkolnej drużyny i od kiedy pamiętam, uwielbiał w nią grać.
-Dasz radę.- klepnęła go w ramię, a kąci jego ust powędrowały do góry
-Dzięki. A jeśli chodzi o wczoraj to...- zaczął, ale przerwałam mu
-Nie musisz się tłumaczyć. Sama nie wiem, co się z nami stało.- zaśmialiśmy się- Bądzi przyjaciółmi, wtedy jest najlepiej. 
-Tak.- przynał mi rację
-Czyli między nami wszytko wyjaśnione?
-Tak.- ponownie ujrzałam jego zęby
Teraz czuję się lepiej. Takiego McKine'a lubię.

***

Wszystkie lekcje minęły bardzo szybko. Teraz czekała mnie tylko jeszcze godzina wychowawcza. Wszyscy usiedli w ławkach, a pani zaczęła omawiać sprawy klasowe. 
W pewnym momencie pani nasunęła temat Ross'a.
-Proszę was, abyście przez najbliższym czas byli bardziej wyrozumiali. Chłopak ma teraz bardzo ciężki czas i powinniśmy mu pomagać. Nie mogę wam nic więcej powiedzieć, bo to już są jego sprawy. Proszę was tylko o wyrozumiałość dla niego.

***

Po skończonych lekcjach nie miałam innego wyboru. Musiałam posunąć się do pewnego czynu.
-Wiecie, ja dziś wrócę sama do domu. - oznajmiłam przyjaciółkom
-Jesteś pewna.
-Tak.- odrzekłam i pożegnałam się z nimi
Podeszłam do samochodu, w którym znajdowała się moja ochrona i obok jednego z nich usiadłam, mówiąc:
-Musisz coś dla mnie zrobić.
-Słucham.
-Potrzebuje zdobyć adres jednego chłopaka.
-Nie jesteśmy upoważnieni do tego typu zadań.
-Ty wiesz swoje, a ja swoje. Przecież masz różnych przyjaciół. Proszę znajdź adres chłopaka, który nazywa się Ross Lynch. To dla mnie bardzo ważne, gdyż muszę się z nim pilnie skontaktować. Muszę z nim pogadać o bardzo ważnych sprawach, zrób to dla mnie... Nigdy o nic cię nie prosiłam.

***


Siedziałam spokojnie w swoim pokoju chociaż w głębi duszy bardzo się niecierpliwiłam, tym czy moja ochrona znajdzie adres Rossa. Moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. Szybko je otworzyłam. Stał w nich jeden z moich ochroniarzy.
-Panienko mamy to, o co prosiłaś - nie czekałam, aż dokończy szybko chwyciłam podręczną torebkę  i zbiegłam po schodach.
-A ty dokąd?-spytała mnie gosposia w kuchni
-Musze pilnie wyjść.
-A obiad to kto zje?
-Zjem potem. Bardzo mi się śpieszy. przepraszam!- krzyknęłam, trzaskając drzwiami od domu
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z ochroną pod wskazany adres. Bardzo szybko dojechaliśmy w wyznaczone miejsce. Wyszłam z samochodu, stanęłam przed budynkiem numer jego mieszkania. Znałam akurat kogoś kto wychodził z bloku i mogłam swobodnie wejść.Podeszłam pod wskazany numer, przyznam trochę się bałam. Dotknęłam swoja dłonią dzwonka. Poczekałam, po chwili drzwi od mieszkania się otworzyły.
-Słucham. -rzekł bardzo wysoki brunet, akurat w tym momencie w oddali pojawił się Ross
-Ross!- krzyknęłam, widząc chłopaka
-Laura, co ty tu robisz?-spytał zdziwiony, podchodząc do mnie
-Przyszłam, bo muszę  z tobą porozmawiać.
-Zaproś koleżankę do środka.- powiedział drugi blondyn, który stanął obok Rossa
-Nie wydaje mi się, aby to był dobry pomysł.- rzekł znany mi chłopak, patrząc na niego wymownie.
-Spokojnie, Rydel jest z Ell'em i śpi.
-Chodź.- tym razem zwrócił się do mnie.
Weszłam  do ich mieszkania. Było trochę dziwnie. Kim była Rydel, kto to Ell? Ross miął bardzo smutna minę. Spojrzałam na jego twarz miał bardzo opuchnięte oczy.
- To może wy pójdziecie do pokoju.-rzekł brunet
-No dobrze.
Ruszyliśmy przez korytarz, skręciliśmy w jakiś pokój. Było tam bardzo dużo łóżek i komód.
-Ty tutaj mieszkasz?
-Po, co przyszłaś?- zignorował moje pytanie
-Chciałam pogadać.
-O czym?- nadal był niemiły
-O tobie.
-Nie rozumiem...- zmieszał się
-Powiedz mi czemu nie chodzisz do szkoły?
-To moja prywatna sprawa 
-Mi możesz powiedzieć. Ja nikomu nie powiem.-ale on nadal milczał, siadając na łóżku. 
Dosiadłam się do niego.
-Ross... -powiedziałam delikatnie
Zrobiło mi się go żal...
-Jesteś wścibska.- stwierdził i wstał, po czym posłał mi przepraszające spojrzenie
Wstałam z łóżka i stanęłam naprzeciwko niego.Słowa, które wypowiedział uraziły mnie.
-Powiedz co się dzieje?- ostatni raz ponowiłam pytanie
-Moja mama zmarła kilka dni temu. Ojciec nie żyje. Zostałem sam z rodzeństwem.- prawie, że krzynął
-Przepraszam.- zamilkł, skinęłam głową
-Nigdy nie będziesz sam.- szepnęłam i przytuliłam go, odwzajemnił gest
-Dzięki.- odparł, a ja uśmiechnęłam się
Chyba nareszcie udało mi się coś w nim zmienić...

Narrator

Nadchodziła pora podwieczorku.  Cała rodzina Lynch siedziała przy stole. Rydel kończyła gotować obiad dla siebie i dla swoich braci.Ten posiłek nie był dla niej  najłatwiejszy do zrobienia. Dziewczyna miała ciągle przed sobą  obraz swojej ukochanej mamy. Nadal myślała, że to tylko zły sen i zaraz się obudzi, wszystko będzie jak dawniej. Chodź miała przeczucie, że to się nigdy nie skończy. Jej bracia i Ellington mieli bardzo podobne myśli jak Rydel.Wszyscy usiedli  przy jednym jednym stole, ich miny nie oddawały dobrego nastroju. Zaczęli jeść podwieczorek.
- Chłopcy zostaliśmy sami i  możemy liczyć tylko na siebie na nikogo więcej.- oznajmiła nastolatka
-Będziemy musieli się jakoś podzielić obowiązkami.-powiedział najstarszy  z rodzeństwa 
-Ryland- zaczęła Rydel- wydaje mi się, że powinieneś jechać na te studia pomimo tej sytuacij, ale to dla ciebie bardzo ważna szansa. Mama była by z ciebie dumna. Dostałeś się to tak bardzo prestiżowej szkoły. Nigdy nie pozwoliła by ci zaprzepaścić takiej szansy. A poza tym wyjeżdżasz do innego miasta daleko stąd, ale nie sam. Przecież Savannah dostała taką samo propozycję jak ty. Więc nie widzę w tym żadnego problemu.- Zakończyła swoją przemowę.
-Ale nie zostawię was samych w takiej sytuacij.- sprzeciwił się 
-Ryland, jeśli nie chcesz tego robić dla nas, zrób to dla mamy...
-Rydel ty chyba nie słuchasz tego, co mówią do ciebie inni.
-Może masz rację. -przytaknął jej najmłodszy z rodzeństwa 
-Nie może tylko na pewno, kiedy masz wylot?- spytała
-W następnym tygodniu razem z Savannah.
-Dziękuje i taka odpowiedź mnie satysfakcionuje. A teraz proszę wszyscy jemy posiłek, bo i tak już wystygł przez kłótnie Rylanda.
-Dzięki siostra nie masz na kogo zrzucić winy to najlepiej na swojego młodszego brata.
- No zgadzam się. 
Po skończonym posiłku każdy odłożył swój talerz do zmywarki i nikt nie chciał psuć atmosfery, która trochę się rozluźniła przy stole. Więc postanowili obejrzeć film pomimo tak trudnej sytuacji, w jakiej się teraz znajdowali, mieli ochotę całą rodziną obejrzeć wspólnie seans. Aby trochę podreperować swoje relacje po tragedii.

***

Kolejnego dnia Rydel obudziła się wtulona w Ellington'a. Mimowolnie uśmiechnęła się, a chłopak przebudził się.
-Obudziłam cię?- zapytała cicho
-Nie.- odrzekł zaspany i mocniej się do niej przytulił 
-Wstajemy?
Pokręcił przecząco głową. 
-A która jest godzina?
-Za 5 siódma. Za chwilkę czas wstawać.- przeciągnęła się
-Ech... Nie chce mi się dziś iść do tej pracy.
-Ale musisz.- klepnęła go w ramię i wstała, a chłopak uczynił to samo
Cały dom już po kilku minutach był na nogach. Szykowali się się do pracy bądź szkoły.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 11

Laura

Wracałam do  domu z moją ochroną. Było na tyle ciepło, że postanowiłam pójść przez park. Lubiłam tam chodzić zwłaszcza o tej porze. Szłam spokojnie, kiedy dostrzegłam blond fryzurę i znajome mi rysy ciała. Bez wahania podeszłam do tej osoby, którą był Ross. Chociaż  nie miałam 100% pewności, że to właśnie on. Szłam w jego kierunku, gdy jeden z ochroniarzy się do mnie odezwał:
-Lauro nie wiem czy to jest dobry pomysł, możesz narazić się na nie bezpieczeństwo.
-Spokojnie nie zrobi mi krzywdy , to znajomy ze szkoły.- poinformowałam go
-Ross- tym razem powiedziałam do osoby, która szła szybkim krokiem kilka metrów dalej
-Słucham.- odpowiedział odwracając się i spoglądając na mnie, a przez moje ciało przeszły zimne dreszcze
 Bardzo dziwne wyglądał.
-Wszystko dobrze? - spytałam dorównując mu kroku, ale on nadal milczał
Nic mi nie odpowiedział, szedł w ciszy  a ja za nim podążałam również w milczeniu. Jednak zaczęło mi się to przykrzyć, więc po chwili postanowiłam ponowić pytanie. Nic nie odpowiedział.
-Ty tego nie zrozumiesz!- krzyknął na mnie, lecz moja ochrona zaraz do niego podeszłam, a ich wzrok mówił, żeby się uspokoił,  bo to się dla niego źle skończy. Chciałam zareagować, ale Ross pobiegł przed siebie. Zostawiając mnie w lekkim szoku. Co ja takiego mu zrobiłam?
Postanowiłam wrócić spokojnie do domu, chociaż ta sytuacja nie dawała mi spokoju. Przeczuwałam, że ten wybuch był uzasadniony. Nie mogę jednak naciskać. Przecież mi nic do tego.
Ruszyłam przez korytarz, który prowadził  do mojego królestwa . Z łazienki wyszła Anna.
-Hejka gdzie byłaś?- spytała delikatnie się kołysząc na boki, prezentując swoja najnowsza piżamkę w króliczki
- Byłam na spacerze, a ty kochanie czemu jeszcze nie spisz?- spytałam, podchodząc do niej i biorąc ją na ręce jak małe dziecko
-Laurko -tak mówiła do mnie najczęściej jak coś ode mnie chciała- Mogę spać z tobą?
-A dlaczego jeśli mogę spytać, dlaczego?
-Bo wczoraj śnił mi się taki ogromny potwor.-wydukała, tuląc się do mnie
-Dobrze, ale śpisz ze mną w tej jednej wyjątkowej  sytuacji.
-Dobrze.-odparła zadowolona i założyła swoje zgrabne raczki na moja szyję, mocniej się przytulając.
A kiedy doszłyśmy już do mojej sypialni, ona już smacznie spała. Bardzo ostrożnie położyłam ja na łóżko, przykrywając ja kołderką. Sama poszłam się umyć. Po skończonej czynności ułożyłam się obok Anny i próbowałam zasnąć.
Nie było to łatwe. Anna ciągle się rozpychała i zabierała kołdrę. W końcu postanowiłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie przytulenie się do niej i uniemożliwienie jej się ruszać.
Po pewnym czasie mogłam w końcu zamknąć oczy i iść spokojnie spać.

***

-Laura wstawaj już środek dnia.-krzyczała moja przyszywana siostra, biegając po pokoju
Spojrzałam na zegarek 6.30. Mogłam jeszcze sobie pospać przynajmniej z 30 minut, ale to już było niemożliwe.
Dziś był czwartek jeszcze tylko dziś i jutro, i weekend.
Poszłam do łazienki się ubrać.
-Laura pospiesz się. -poganiała mnie mama
-Już, chwila, zaraz wychodzę.
Zeszłam na dół na śniadanie. Tym razem były płatki owsiane. Nie przepadałam za nimi, ale ponoć są zdrowe. Właśnie kończyłam jeść, kiedy usłyszałam, że pod nasz dom podjeżdża samochód.
To na pewno był Joe. Szybko wzięłam swoja torbę z podręcznikami i wyszłam z domu, a za mną jak zawsze  moja ochrona. Wsiedli do drugiego samochodu, aby jechać za nami i pilnować mnie w szkole.
-Hejka! -powiedziałam, siadając  do samochodu przyjaciela.
-Witam.-przywitał się, nadstawiając policzek, abym dala mu buziaka i tak też uczyniłam
-Czy ty masz coś wspólnego z tym, co wczoraj wydarzyło się na stołówce?- zapytałam
-No co ty Laura.- zdenerwował się
-Mówiłem już, ze gadałem z kumplami. W ogóle dlaczego się pytasz?- spojrzał na mnie badawczo
Wzruszyłam tylko ramionami. Zrobiło mi się głupio. Nie potrzebnie tak na niego naskoczyłam, ale chciałam wiedzieć, ze nie okłamał mnie.
-Przepraszam.- odrzekłam skruszona
-No okay, nic się nie stało.- odpowiedział nadal lekko rozżalony
-Może pójdziemy dziś gdzieś po szkole?- zaproponował, zmieniając temat
-Nie wiem czy matka się zgodzi. Pogadam z nią no i z dziewczynami, a ty porozmawiaj z Chrisem.- odparłam i uśmiechnęłam się, ale zamiast odwzajemnionego gestu zobaczyłam zakłopotanie
-Bo ja...- za jąkał się i wtedy oświeciło mnie
-Że tylko my?- spytałam, żeby się upewnić
-Tak, ale możemy iść całą paczką.- rzekł szybko
-Nie.- zaprzeczyłam, a jego kąciki ust powędrowały do góry
-Bardzo chętnie gdzieś z tobą wyjdę.- dodałam nie przestając uśmiechać się
-To super.- pokiwał głową ucieszony
Ja również się cieszyłam. Byłam podekscytowana, gdyż to chyba randka. Bardzo lubię McKine'a. Poza tym lubię spędzać z nim czas. Znam go nie od dziś.

***

W szkole miałam dziś tylko 5 lekcji, więc szybko wróciłam do domu. Było około 13, kiedy przekroczyłam próg domu. Chyba jeszcze nigdy tak wcześnie nie wróciłam. Nawet moja "ochrona" była zdziwiona. Wnioskowali też, że po prostu zerwałam się z lekcji. Jednak widząc innych uczniów, którzy również opuszczają szkołę, uwierzyli mi. Ta sytuacja była dla mnie nieprzyjemna. Wnioskuję, że to moja matka uprzedziła "panów w czerni", aby mnie kontrolować. A właśnie. Muszę z nią, o tym porozmawiać. Z taką myślą powędrowałam do swojego pokoju, gdzie odłożyłam plecak, a później do gabinetu rodzicielki. Pukając, miałam nadzieję, że jest w domu. Niestety nikt nie odpowiedział. Zbiegłam, więc do kuchni. Tam zastałam gosposię.
-Jest mama w domu?- zapytałam z życzliwością
Traktowałam ją jak ciocię.
-Nie ma jej niestety.- odrzekła i podała mi talerzyk z babeczką
-Takie jakie lubisz.
-Dziękuję.- ponownie się uśmiechnęłam i wyszłam

Powróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam jeść. Nagle na mój telefon przyszedł SMS. To Joe pisał, co porabiam. Dotknęłam parę razy ekran i wysłałam odpowiedź, że leżę.


Hejka, wpadamy do Was z nowym rozdziałem. Może nie dzieje się dużo, ale jest to przedsmak rozdziału 12, w którym będzie się działo :) Zapraszamy do komentowania!
Do napisania!
Ania fanka & Sylwia Lynch

W 12 rozdziale:
-Jaka będzie randka Laury i Joe'go?
- Co stanie się z Rossem?
-Jak czuje się rodzeństwo Lynch?
-Co wydarzy się w szkole i co zrobi Laura?
Odpowiedzi na te pytania już w następnym rozdziale! 

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 10

Rydel

Obudziłam się o 9 rano, gdyż w nocy nie mogłam  zasnąć. Postanowiłam udać się do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu  mama robiła już śniadanie, a przy stole siedział Ellington.
- Hejka! - przywitałam się
- Witaj córeczko, jak się  spało? - spytała  mama
- Całkiem dobrze, trochę było mi nie wygodnie na łóżku  ale kolejna noc na pewno będzie lepsza.- uśmiechnęłam się
Mama dziwnie spojrzała na Ell'a. Nie wiedziałam, o co chodzi.
- Ell chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam, widząc, że chłopak się do tego przymierza
- To ja was zostawię samych.- rzekła mama i wyszła z pomieszczenia
- Wiesz Rydel ....- zaczął- tak sobie pomyślałem, że może chciałbyś dziś ze mną iść do kina...
-A chłopacy nie mają czasu?
-Znaczy…Bo...
-Jasne, że tak. Tylko żartowałam. Heh, jesteś jakiś spięty Rat.- stwierdziłam i usiadłam naprzeciwko niego

***

Dziś jest sobota, więc mam wolne. Zgodnie z zapowiedzią Ellingtona, poszliśmy do kina. Była godzina 16:28, kiedy wychodziliśmy z domu. Seans był umówiony na 17, a bilet Ratliff dostał z pracy. Bardzo się cieszyłam, że razem gdzieś wyszliśmy, chociaż chłopak musiał się bardzo namęczyć zanim powiedział o, co mu dokładnie chodzi. Usiedliśmy na swoich miejscach, bo właśnie zaczynał się  film pt,, Zostań, jeśli kochasz", co prawda wiedziałam  że Ell nie lubił za bardzo romantycznych filmów, lecz doceniałam to, iż zgodził się na takie coś. Przytuliłam się do niego i w skupieniu oglądałam wyświetlany film.
Po seansie postanowiliśmy iść jeszcze na spacer, nie chciałam w najmniejszym stopniu psuć tej romantycznej atmosfery. Usiedliśmy na ławce. Byłam szczęśliwa.
-Wiesz Rydel... ja chcę ci coś powiedzieć...- powiedział bardzo poważnie
Przekręciłam się w jego stronę, aby popatrzeć mu w oczy ,a on kontynuował.
- Jesteśmy przyjaciółmi i  dużo ostatnio myślałem, ogólnie o mnie o tobie  i zdałem sobie sprawę ....- ale nie dokończył , ponieważ w mojej torebce rozbrzmiał dzwonek telefonu. Momentalnie go odebrałam, dzwonił Rocky.
-Słucham, ale dlaczego co się stało, możesz mi powiedzieć, dlaczego mamy jechać do szpitala? O matko, już jedziemy. Spokojnie za 10 minut tam będziemy.
-Co się stało?-  spytał Ellington
- Mamę zabrało pogotowie  do szpitala.- odrzekłam drżącym głosem
-Dlaczego, co się stało?- dopytywał się
- Nie wiem, ale szybko musimy jechać tam.-  poganiałam go
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod najbliższy szpital.

Ross

Chodziłem bez celu  po mieszkaniu. Kiedy wszedłem do kuchni, zdziwiło mnie, że nie ma w  pomieszczeniu mamy. Bardzo często lubiła tutaj się znajdować. Postanowiłem jej poszukać. Poszedłem do jej pokoju i zapukałem w drzwi, ale nie usłyszałem słowa ,, proszę". Ponowiłem czyn, lecz nikt się nie odzywał. Otwierając powolnie drzwi, myślałem, że może mama śpi i nie chciałem jej budzić. Ale niestety tak się nie stało. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem, że obok szafy leży na podłodze moja rodzicielka. Bardzo szybko do niej podbiegłem i przekręciłem na plecy. Sprawdziłem puls, żyje. Bez wahania zacząłem wołać  moich braci. Bardzo szybko znaleźli się w pomieszczeniu, a Riker zadzwonił na pogotowie, a my próbowaliśmy jakoś ocucić mamę.
Po chwili usłyszałem sygnał karetki. Zobaczyłem  mamę na noszach, jak jest wkładana do karetki. Riker pojechał z nią do szpitala w karetce, a my musieliśmy ich dogonić samochodem. W między czasie Rocky zadzwonił, aby powiadomić Rydel o całym zajściu.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, od razu ruszyliśmy do sali, w której miała znajdować się rodzicielka. Ale jak na razie trwały badania i nie mogliśmy do niej wejść, byłem załamany. Na pewno martwiła się tą przeprowadzą i dlatego zasłabła z tych nerwów. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego... Lekarze biegali we wszystkie strony i wtedy wyszedł lekarz prowadzący. Przypomniałem sobie jak to było z tatą. Doktor miał taką samą minę...taką, kiedy informował nas, że tata zginął śmiercią tragiczną. Wtedy całe moje nie miało sensu.
- Przykro mi, ale nic nie mogliśmy  zrobić - oznajmił- bardzo nam przykro.- rzekł niezwykle spokojnie i z pewną nutką obojętności
 Właśnie w tym momencie nasze życie straciło sens. Po raz kolejny. Widziałem jak Rydel przytula się do Ellington. My się złamaliśmy się totalnie. Siedzieliśmy, tak bardzo długo, bezustannie płacząc, ale i tak wiedzieliśmy, że to nie powróci życia naszej mamie. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu postanowiliśmy wrócić do domu. Niestety nasz samochód osobowy był za mały i jedna osoba musiała wracać pieszo do mieszkania. Postanowiłem, że to będą ja. Spacer dobrze mi zrobi pobędę trochę sam na sam.
- Ross tylko uważaj na siebie. - powiedziała Rydel, przytulając  się do mnie
- Spokojnie będę uważać obiecuje. - odrzekłem, odwzajemniając przytulasa


Podszedłem  bliżej do Ellingtona i oddałem mu Rydel, aby się do niego przytuliła. Zacząłem iść w stronę mieszkania, jednocześnie zastanawiając się jak teraz będzie wyglądało nasze życie. Bałem się o siostrę, lecz wiedziałem, że jest przy niej Ratliff i jest przy nim bezpieczna. Postanowiłem pójść przez park. Kiedy byłem już niedaleko miejsca, w którym mieszkam, zobaczyłem znajomą mi postać, ale przyznam szczerze. Nie miałem z nią ochoty w takiej chwili  z nią rozmawiać...

Jest kolejny rozdział, mamy nadzieje, że Wam się podoba. Prosimy o szczere komentarze, a kolejny pojawi się wkrótce. A w nim:
- Kogo Ross spotka  wracając  do domu?
- Kto z rodzeństwa Lynch zamknie się w sobie ?
Tego wszystkiego dowiecie się już  w kolejnym rozdziale.
Z okazji Wielkanocy chciały byśmy życzyć Wam: 

Aby mazurki na Waszym świątecznym stole koncertowały tak słodko jak co roku, aby zajączki wielkanocne nie skąpiły Wam podarków, a dobry Bóg - swojej łaski. Wesołego Alleluja!




sobota, 21 marca 2015

Rozdział 9



Laura

Następnego dnia dziwnie wesoła obudziłam się wcześnie, bo przed 7. Leżałam z 10 minut, po czym wstałam i poszłam się ubrać. Z garderoby wyciągnęłam żółte rurki, bluzkę w kwiaty i koturny w kolorze khaki. Po zrobieniu makijażu, lekkiego jak zawsze, usiadłam przy biurku. Zamyśliłam się trochę. W mojej głowie nadal kłębiła się sytuacja ze wczoraj. Ten blondyn chyba naprawdę mi się spodobał, ale jest jeden problem, a raczej dwa. Ja wcale go nie znam! W dodatku on jest taki zamknięty w sobie i bywa niemiły, lecz jest zbyt interesujący żeby zapomnieć. Nie będę robiła jakiegoś wywiadu, za to postaram się go odrobinę poznać. Strasznie mnie ciekawi jaki jest... No i czy Joe ma rację. Z resztą teraz mam, co innego na głowie.
Zeszłam do kuchni.
-Dzień dobry!- rzekłam, a pani Wonsen uśmiechnęła się
-Dzień dobry!- odparła i odłożyła ścierkę na bok, prędzej wycierając ręce
-Co panienka życzy sobie na śniadanie?- zapytała i odwzajemniłam jej gest
-To co zawsze.- odrzekłam i usiadłam na krzesełku przy wyspie kuchennej, a kobieta zabrała się za przyrządzanie mojej owsianki

***

Po zjedzeniu i podziękowaniu udałam się do siebie. Spakowałam do plecaka książki na dziś. Nagle do moich uszu dobiegł znany dźwięk. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i odczytałam wiadomość. To Sah napisała do mnie wiadomość, w której informuje mnie, że jedzie razem z Monic i Joe'm po mnie. Odpisałam, że czekam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To takie miłe z ich strony. Szkoda, że nie ma jeszcze Chrisa, ale on też ma swoje zajęcie. 
No cóż... Przerwałam swoje myśli i zeszłam  na dół. Tam czekali na mnie już ochroniarze. Przewróciłam oczami na ich widok i spotkałam się ze spojrzeniem mamy.
-Już gotowa?- zapytała nadzwyczaj miło, co lekko mnie zdziwiło
-Tak. Przyjaciele zaraz po mnie przyjadą.- odpowiedziałam jej 
-Laura i tak nie wywiniesz się. Panowie pojadą za wami. Dlatego z powrotem wrócisz już z nimi.- nakazała mi
-Tak.- przytaknęłam lekko znużona i wyszłam, a za mną "goryle"
Na podjeździe czekała już dobrze znajoma mi trójka. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok. Wsiadłam na tył, gdzie były dziewczyny i przywitałam się.
-Cześć.- odpowiedzieli mi chórkiem i ruszyliśmy
-Ochroniarze?- zapytał zdziwiony Joe
-Yhy. Matka tak zarządziła i nie ma przebacz.- pożaliłam się i odchyliłam głowę do tyłu
-To teraz jesteś ważną osobą.- zażartował brunet i wszyscy łącznie ze mną zachichotali
-Ta jasne. A co u was?- spytałam, zmieniając temat
-Monic jednak nie będzie miała nowych pasemek.- powiedziała Sarah i usłyszeliśmy śmiech McKine
Spiorunowałyśmy go wzrokiem, gdy spojrzał w lusterko i od razu zamilkł.
-Nie ważne.- mruknął, a my kontynuowałyśmy
-Ach ci chłopacy...- westchnęłyśmy i kontynuowałyśmy  

***

Pierwszą lekcję jaką miałam jest matematyka. W sumie lubię ten przedmiot. Uważam, że mój umysł jest bardziej ścisły niż humanistyczny. Ale to jest mało ważne. Zauważyłam, że nie ma Lynch'a. Może dziś go już nie będzie? ciekawe dlaczego nie przyszedł?
-Siadaj.- rzekł Joe i wyrwał mnie z zamyśleń
-Ehem.- mruknęłam i usiadłam
-Zakochałaś się?- zaśmiał się mi cicho do ucha, co odwzajemniłam
-Nie, ale ktoś tu może zarobić kopa.- odrzekłam nadal się uśmiechając
Brunet tylko pokiwał głową i skupiłam się na lekcji.

Ross

Wyjmowałem właśnie książki z szafki na dzisiejsze lekcje. Dziś spóźniłem się trochę do szkoły, bo zaspałem. Nie wiem w jaki sposób to się stało. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Dlatego szybko wyjąłem  resztę książek na dzisiejszy dzień i schowałem je do plecaka. Wiem, że na pierwszą lekcję już nie zdążę, więc chemiczną, gdzie miałem następną lekcję.

***

Kolejne lekcje mijały bez przeszkód.Teraz idę na godzinna przerwę podczas, której zjem obiad. Ustawiłem się w kolejce, a przede mną stanęła Laura. Kiedy zobaczyłem, że podchodzi do nas ten jej znajomy, trochę ciarki przeszły mi przez plecy. Nie ukrywam, że jego koledzy byli agresywni. A ja nie chciałem kłopotów. zbyt dobrze pamięta sytuację z parku. 
-Lau chodź. -powiedział do niej, wyciągając dłoń 
-Postoje sobie w kolejce. - chłopak się na mnie dziwnie spojrzał
-Laura. Ross pójdzie z nami. -zwrócił się do niej, a następnie do mnie - Chodź Lynch.
Ruszyłem powolnie za nimi, ale robiłem to tylko ze względu na Laurę dla nikogo innego.
Podeszliśmy do  okienka i wzięliśmy  dzisiejsze danie i udaliśmy się do stolika. Oczywiście każdy do osobnego. Laura usiadła z brunetem. Ja odszedłem do osobnego stolika jak zwykle przy oknie. Wtedy zobaczyłem, że znajomi Joe'go do mnie podchodzą.
-Dosiądziemy się Lynch.- powiedział jeden z nich 
-Spoko.- odrzekłem prawie nie słyszalnie.
-Wiesz ,że my nie lubimy robić nikomu krzywdy prawda.- zaczął
-Wiem.
-To czemu robisz wszystko, abyśmy musieli zrobić tą krzywdę?- spytał 
-Ja nic nie robię.
-No właśnie, że się mylisz Lynch.
-Tak?.......-nie dokończyłem, bo mi przerwał
-Zadajesz się nadal z Marano, a miałeś tego nie robić.- powiedział jeden z nich.
Bez zastanowienia wziąłem swoją tacę i odszedłem od stolika. Jednak to był błąd. Jeden z nich do mnie podszedł i zsunął mi spodnie z bioder.
Każdy wpadł w śmiech, a ja miałem na sobie różowe bokserki, na których były namalowane misie. Szybko naciągnąłem spodnie i wybiegłem ze stołówki. Jak oni mogli mnie tak upokorzyć, już sto razy wolałem pobicie, czy naśmiewanie niż takie coś jak teraz. Pewno teraz każdy będzie się ze mnie śmiał. Szybko pobiegłem do szafki, aby przebrać obuwie. Wyjąłem kluczyk z plecaka, aby otworzyć szafkę, kiedy zobaczyłem na horyzoncie Laurę. Nie chciałem z nią teraz rozmawiać, zmieniłem szybko buty i zacząłem biec. Pech chciał, że się potknąłem w pośpiechu o własne nogi i zaliczyłem spotkanie z podłogą. W ten czas zdążyła do mnie przybiec Marano. Delikatnie dotknęła mojego ramienia ,a ja natychmiast się podniosłem.
-Ross.....- zaczęła jednak ja nie dałem jej dokończyć, bo odepchnąłem ja od siebie i wybiegłem ze szkoły. 
Kiedy miałem już odpowiednia odległość od szkoły zwolniłem tempo. Przystanąłem na chwilę,  zawiązałem dobrze sznurówki od butów, poprawiłem plecak i zacząłem się zastanawiać co dalej. Zacząłem iść w stronę parku. To właśnie tam miałem największy spokój. Usiadłem obok mojego  ukochanego stawiku i zacząłem podziwiać  pływające kaczki, gęsi. Po chwili postanowiłem, że pójdę do Rikera- mojego najstarszego brata , który pracował w zakładzie mechanicznym. Po prostu  naprawiał zepsute auta. Droga nie zajęła mi dużo czasu, szedłem sobie spacerkiem, rozkoszując się promieniami słonecznymi. Starałem się nie myśleć o tej sytuacji chociaż to nie było łatwe.
Kiedy doszedłem na miejsce zobaczyłem, że w zakładzie jest jeszcze Rocky.
-Siema! -przywitałem się
-Siema, nie powinieneś być w szkole?-spytał Rocky
-Em... powinienem ale...
-Zerwałeś się, - dokończył za mnie Riker
-Wcale, że nie -próbowałem zaprzeczyć, ale to się nie udało
-Ross- powiedzieli równocześnie i przyparli mnie do muru, od którego nie miałem ucieczki
-Wiecie jak ja nie lubię kiedy tak robicie. -przyznałem 
-A my nie lubimy jak kłamiesz - oznajmił najstarszy ,na co Rocky przyznał mu racje.
-To jak uciekłeś?
-Tak -przyznałem się -ale nie chce o tym rozmawiać

***


Razem zaczęliśmy iść w  stronę domu, szliśmy w ciszy.
Kiedy rozbrzmiał mój telefon spojrzałem na wyświetlacz nieznany numer, więc postanowiłem odebrać.

***Rozmowa ***
-Słucham,tak przy telefonie, o której , gdzie , aha nie będzie problemu ,dobrze ,do zobaczenia.
***Koniec rozmowy ***

Zakończyłem rozmowę, gdy właśnie wchodziliśmy do domu.
-Hej mamo!-powiedzieliśmy razem
-Witajcie.
-Mamy dla was bardzo dobra wiadomość - powiedziała Rydel, siadając na stole i machając nóżkami ja mała dziewczynka
-A to jaka ?-spytał Rocky, dając całusa siostrze w policzek ja poszedłem w jego ślady i również tak uczyniłem.
-Zaszły zmiany w sprawie naszego nowego mieszkania i już możemy się tak wprowadzać, a nie za trzy dni jak było ustalone.
-A to dlaczego ?-zacząłem się dopytywać
-Wcześniejszy właściciel szybciej się zwinął z rzeczami i przyjechał dziś do nas, i oddal nam klucze.
-Ja też mam bardzo dobra wiadomość.-oznajmiłem
-Ooo a to jaka?-spytała mama
-Dostałem dziś telefon i na weekend dostałem bardzo dobra prace.
-A to gdzie? -zapytał Ryland, który wszedł do kuchni
-Na przecenach. Jakiś sklep nowy się otwiera w galerii i to nie jakiś byle jaki. Jest ogromna wyprzedaż i potrzebują kogoś kto by pomógł .Bardzo dobrze płacą  za jedna nockę 2.500.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, abyś ty pracował w nocy.  
-Mamo dam radę, nie musisz się martwic, a poza tym to jednorazowe. No a kasa nam się teraz przyda przy przeprowadzce.
-Ech... no sama nie wiem. -wypowiedziała, kładąc talerze z zupa na stole.


Laura

**Wcześniej**
Siedziałam razem z McKine'm i jadłam sobie spokojnie lunch, kiedy usłyszałam swoje imię.
-Tak?
-Co tak?- zapytał zdziwiony brunet, a ja odruchowo zwróciłam na niego uwagę
-Słyszałam swoje imię.- odpowiedziałam
-Pewnie się przesłyszałaś.- machnął ręką i z powrotem zaczął jeść
Ja jednak nie dała za wygrana i rozpoczęłam, bacznie rozglądać się po stołówce. Wtem zobaczyłam jak koledzy z mojej klasy zaczepiają Ross'a. On wziął swoją tacę i wstał. Potem nagle któryś z nich ściągnął mu spodnie. Chłopak cały poczerwieniał ze wstydu i ze złością podciągnął jeansy i ruszył przed siebie. Wszyscy na stołówce wybuchli śmiechem, nawet ja zachichotałam, gdy zobaczyłam jego "słoniki". Mimo to opanował się. Zrobiło mi się go żal i wyszłam za nim. stał przy szafce. Zaczęłam iść szybciej, ale on zrobił również to samo tylko, że z gorszym skutkiem. Przewrócił się.
Gdy do niego podeszła odepchnął mnie. Zrezygnowana wróciłam na stołówkę.
-I co?- spytał Joe
-Nic.- odparłam i dokończyłam jedzenie
-Mówiłem, że nie warto. nie wszyscy są mili Lau. Musisz to zrozumieć.- powiedział i przytulił mnie
-wiem.- uśmiechnęłam się i odwzajemniłam jego gest


***

Po tej całej sytuacji z Rossem, była strasznie na siebie zła. Miałam żal do siebie, że w ogóle próbowałam złapać z nim kontakt. Chłopak wyraźnie mnie nie lubi, a dziś dał mi to do zrozumienia. Widzę, że nie jest mu łatwo. W sumie to ja już go nie rozumiem. Raz ze mną rozmawia, a za drugim razem mnie odpycha. Wydawał się być sympatyczny. Może Joe miał rację? Ech... O czym ja myślę, a raczej o kim.
-Hej, Lau!- usłyszałam głos Monic i Sarah
-Hej!- zaskoczona podniosłam się z łóżka i uścisnęłam je lekko
-Co taka zamyślona?- zapytała blondynka i usiadłyśmy 
-Nieważne.- zbyłam je
-Opowiadajcie, co u was? W ogóle w szkole nie widziałam was ani razu od rana.
-Gdybyś mniej czasu spędzałam z Joe'm, to byś pamiętała o nas.- odpowiedziała Sah
-Nie gniewajcie się na mnie.- przytuliłam je
-Jeszcze do końca nie przywykłam do tego miejsca. Poza tym szkoda, że nie chodzimy do tej samej klasy.- stwierdziłam i we trójkę rozłożyłyśmy się na moim dużym łóżku
-Nom. Ale nie gadajmy o tym. Co zakładacie na weekend?- Monic zmieniła temat
Otóż razem z naszą paczką w piątek po lekcjach udajemy się na krótki wypad za miasto. 
-Zobaczymy co można.- zawołałam wesoło i wstałam, po czym podeszłam do drzwi garderoby, a dziewczyny poszły w moje ślady
W ten sposób spędziłam czas z przyjaciółkami.

Ross

Kiedy skończyliśmy pakować ostatnie pudełka do samochodu, zakończyliśmy przeprowadzkę, która odbyła się w bardzo szybkim tempie.
Mama, Rydel i Riker byli już w nowym mieszkanku. Pewno zaczęli rozpakowywać rzeczy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy pod nowy adres. Teraz miałem bliżej do szkoły, lecz troszkę dalej do mojego ulubionego parku. Wnieśliśmy pudelka na drugie piętro. W bloku niestety nie było windy, a szkoda, bo dla kogoś kto się wprowadza przydałoby się. Dobrze, że w mieszkaniu stary właściciel zostawił nam trochę mebli. Oczywiście i tak nasze meble ze starego się przewiozło, ale nie wszystkie, gdyż nie mamy tyle miejsca. Było to nie łatwe, ponieważ żadne z nas nie chciało ich wyrzucać, z nimi wiążą się nasze wspomnienia z dzieciństwa. Gdy przekroczyłem próg mieszkania, od razu potknąłem się o buty swojej ukochanej siostry. Ech.... Na szczęście złapałem równowagę i się nie przewróciłem.
-Mamo, gdzie mamy położyć te pudełka? -spytałem, zdejmując byty
-Zanieście je do salonu. Tam zgromadzimy wszystkie rzeczy, a potem będzie się je rozpakowywać.- odpowiedziała, a ja tylko kiwnąłem głową.
Ruszyłem w stronę naszego pokoju. Wszyscy razem mieliśmy pokój jeśli chodzi o chłopców Rydel miała osobny  tak samo jak mama. Nasz pokój był dużych rozmiarów. Kiedy wszedłem zacząłem się rozpakowywać układałem swoje ubrania,bieliznę, książki do komody. Kiedy skończyłem było już bardzo późno dlatego postanowiłem udać się do łazienki. Kiedy skończyłem się myć poszedłem jeszcze do kuchni aby napić się wody. Przyznam szczerze troszkę obawiałem się tego co jutro może się stać kiedy pojawię się w  szkole pewno każdy będzie się ze mnie śmiał. Jeszcze w dodatku ta Laura faina z  niej dziewczyna tylko że przez nią mam spore problemy. Kiedy byłem już w kuchni zobaczyłem że przy stole siedzi Ellington.
- Hej a ty jeszcze nie śpisz?- spytałem nalewając sobie wody
- Nie myślę
- O czym
- Ech nie ważne ty tego nie zrozumiesz
- Ta... chodzi o dziewczynę - powiedziałem patrząc na niego
- Skąd wiesz - spytał zdziwiony
- Znamy się nie od dziś no mów o co chodzi
- Podoba mi się pewna dziewczyna.....
- Rydel - przeszkodziłem mu
- Podoba mi się Rydel tylko nie wiem jak ja mam jej to powiedzieć bo nie wiem czy ona czuje do mnie to samo co ja do niej a jeśli  nie   to się wszystko wtedy popsuje i nawet już  nie  będziemy przyjaciółmi a a  ja nie chce aby to się popsuło
- Jej to rzeczywiste poważny problem
-No wiem
- Wydaje mi się że powinieneś powiedzieć jej prawdę ze ci się podoba
- Oszalałeś - krzyknął
- Ciszej bo cały dom pobudzisz
- Może masz racie będę już cicho
- Ale mi nie o to chodziło- zaśmiałem się
- Nie
- Chodziło mi o to że powinieneś powiedzieć jej to co do niej czujesz
- Tak uważasz
- No jasne chciałbyś żeby jakaś dziewczyna cię okłamywała jeśli by cię kochała?- spytałem zamierzał odpowiedzieć ale ja ponownie mu przerwałem mówiąc- To było pytanie retoryczne nie musisz na nie odpowiadać bo każdy zna  odpowiedź a terach chodź idziemy spać bo jest już bardzo późno a jutro trzeba wcześno wstać.
Razem udaliśmy się do pokoju położyliśmy się na swoje łóżka i zasnęliśmy. Nawet przestałem się zamartwiać co może się stać kiedy jutro pójdę do szkoły.


Hejka wpadamy do Was z nowym rozdziałem, wiemy, że bardzo długo na niego czekaliście, ale co poradzisz w szkole mamy bardzo dużo sprawdzianów....
W kolejnym nexcie:
-Czy w życiu Lynchów wydarzy się coś co obróci jego życie do góry nogami ?
- Czy Ross spotka Laurę?
 Jakie będą dalsze przygody bohaterów? tego wszystkiego dowiecie się już za miesiąc
Liczymy na wasze komentarze pod rozdziałem  










piątek, 20 lutego 2015

Notka / Zmiany w rozdziale

Nie omijaj 

Hejka  niestety,ale ostatnio bardzo spadła liczba wyświetleń  na naszym blogu. 
Nie ukrywamy, że  bardzo martwi nas ten fakt. 
Dlatego  postanowiłyśmy  podjąć jakieś działania, w tym kierunku. 
Wspólnie postanowiłyśmy że rozdziały będą  bardzo długie
dodawane raz w miesiącu. Wiemy,  że  to może  Wam się to nie spodobać, ale wydaje nam się, że to będzie  najlepsze  rozwiązanie. 
To jest tylko  takie doświadczenie,  jeśli się to nie sprawdzi wrócimy do poprzedniej metody.
Rozumnie też Nas, że my też chodzimy do szkoły i musimy się uczyć, i nie jest łatwo pogodzić nam naukę z prowadzeniem bloga.
Zapraszamy  do udziału w najnowszej ankiecie każdy głos się liczy.

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 8


Ross
Wracałem właśnie ze szkoły, kiedy zobaczyłem po drugiej stronie ulicy, że idzie moja siostra Rydel. Szybko  przebiegłem na przeciwny chodnik.
-Rydel - powiedziałem głośno na co blondynka się odwróciła w moją stronę Podbiegłem do niej i dałem bodziaka w policzek.
- Co ty o tej porze tutaj robisz? - spytałem ją
- Obecnie stoje, ale tak ogólnie to idę do pracy.
-Aha, a chłopaki w domu już są czy jeszcze nie?
-Jeszcze nie wrócili. Zapewne przed wieczorem się zjawią. - oznajmiła 
- A ty dziś do której pracujesz? - spytałem 
- Do 23  ale potem Riker ma po mnie przyjść, abym nie wracała sama po nocy. Rozumiesz, nie chce, aby ktoś mnie zaczepiał w drodze powrotnej do domu. Ross porozmawiaj z mamą, ona bardzo przeżywa tą przeprowadzę. Widzę jak bardzo brakuje jej męskiego wsparcia. Ja jej tego nie dam. 
- Wiem ona bardzo tęskni za tatą, którego już wśród nas nie ma i nie będzie. Postaram się z nią porozmawiać  jak tylko wrócę do domu. - oznajmiłem swojej starszej siostrze  którą bardzo kochałem.
Po krótkiej rozmowie z Rydel poszedłem do domu. Usiadłem przy stole i patrzyłem jak mama krząta się po kuchni i gotuje obiad . W pewnym momencie się zebrałem i podszedłem do niej.
- Mamo możemy porozmawiać. - zapytałem bardzo delikatnie, bojąc się odmowy.
- Tak coś się stało, że masz taką minę? - zapytała
- Jaką minę- powiedziałem szybko, się szeroko uśmiechając
- Ross... co się dzieje?
- Mamo chcę porozmawiać o tej przeprowadzce.
- Ross proszę cię nie teraz. - odparła opierając się o blat kuchenny
-Nie mamo. Właśnie, że teraz. - podszedłem do niej i położyłem swoje dłonie na jej ramionach, i się do niej przytuliłem
- Mamo przeprowadzka to nie koniec świata zobaczysz. Szybko się tam zaaklimatyzujemy, będzie dobrze. Ja wiem, że z tym domem wiąże się dużo wspomnienia, ale nie ma już wyjścia. Musimy sobie dać z tym rade i damy, a wiesz dlaczego? Bo jesteśmy rodziną - dużą rodziną, która się wspiera i pomaga sobie.- powiedziałem jej tuż nad uchem i się mocno w nią wtuliłem. Z jej oczu wydobyło się kilka łez, które szybko otarłem i jeszcze mocniej ją przytuliłem. Ten moment przerwali moi bracia, którzy właśnie weszli do domu i zaczęli się  rozbierać.
- Hejko bracie.- powiedzieli oboje na raz
- Hej jak tam w pracy?
- Dało się przetrwać. - odparł Rocky
- Dobrze siadajcie.

***

 Po objedzie udałem się z moimi  braćmi do pokoju w celu obgadania pewnych spraw.
- No tak to się przeprowadzamy wraz z naszymi kochanymi kobietkami.- powiedział Rocky, rozwalając się na łóżko.
-No szkoda miałem tutaj bardzo dużo wspomnień. - zaczął Riker
- Chłopaki- przerwałem mu - musimy byś silni teraz najgorzej z nas znoszą to Rydel i mama.
- Ross my to wiemy.- zaczął Ell- ale nam też jest ciężko próbujemy dać im wsparcie, ale kiedy one nas odtrącają nic na to nie poradzimy. Rydel chyba chce wszystkim pokazać, że da sobie z tym rade sama, ale tak się nie stanie.
- Chłopcy kładźcie się spać mama prosi- powiedziała Rydel, która niespodziewanie weszła do pokoju
- Dobrze już idziemy. - powiedzieliśmy chórem.
Każdy rozszedł się po swoich pokojach, kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem że w pokoju mojej siostry świeci się światło. Delikatnie zapukałem i kiedy otrzymałem pozwolenie wszedłem do środka.
-Hej.- dotknąłem jej ramienia i usiadłem na skraju łóżka, a ona usiadła po turecku naprzeciwko mnie
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała i przekręciła głowę na bok
-Chciałem pogadać.- mówiłem, ale przerwała mi
-Słyszałam waszą rozmowę. Ross, my już nie jesteśmy dziećmi. Nie musicie mnie nańczyć. To denerwujące, wiesz?- zmarszczyła czoło, a ja poczułem się głupio
Może rzeczywiście przedobrzyłem?
-W takim razie przepraszam.- odrzekłem i wstałem
-Dobranoc.- rzekłem i wyszedłem

Dużo komentarzy= szybsze pojawienie się rozdziału