piątek, 20 lutego 2015

Notka / Zmiany w rozdziale

Nie omijaj 

Hejka  niestety,ale ostatnio bardzo spadła liczba wyświetleń  na naszym blogu. 
Nie ukrywamy, że  bardzo martwi nas ten fakt. 
Dlatego  postanowiłyśmy  podjąć jakieś działania, w tym kierunku. 
Wspólnie postanowiłyśmy że rozdziały będą  bardzo długie
dodawane raz w miesiącu. Wiemy,  że  to może  Wam się to nie spodobać, ale wydaje nam się, że to będzie  najlepsze  rozwiązanie. 
To jest tylko  takie doświadczenie,  jeśli się to nie sprawdzi wrócimy do poprzedniej metody.
Rozumnie też Nas, że my też chodzimy do szkoły i musimy się uczyć, i nie jest łatwo pogodzić nam naukę z prowadzeniem bloga.
Zapraszamy  do udziału w najnowszej ankiecie każdy głos się liczy.

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 8


Ross
Wracałem właśnie ze szkoły, kiedy zobaczyłem po drugiej stronie ulicy, że idzie moja siostra Rydel. Szybko  przebiegłem na przeciwny chodnik.
-Rydel - powiedziałem głośno na co blondynka się odwróciła w moją stronę Podbiegłem do niej i dałem bodziaka w policzek.
- Co ty o tej porze tutaj robisz? - spytałem ją
- Obecnie stoje, ale tak ogólnie to idę do pracy.
-Aha, a chłopaki w domu już są czy jeszcze nie?
-Jeszcze nie wrócili. Zapewne przed wieczorem się zjawią. - oznajmiła 
- A ty dziś do której pracujesz? - spytałem 
- Do 23  ale potem Riker ma po mnie przyjść, abym nie wracała sama po nocy. Rozumiesz, nie chce, aby ktoś mnie zaczepiał w drodze powrotnej do domu. Ross porozmawiaj z mamą, ona bardzo przeżywa tą przeprowadzę. Widzę jak bardzo brakuje jej męskiego wsparcia. Ja jej tego nie dam. 
- Wiem ona bardzo tęskni za tatą, którego już wśród nas nie ma i nie będzie. Postaram się z nią porozmawiać  jak tylko wrócę do domu. - oznajmiłem swojej starszej siostrze  którą bardzo kochałem.
Po krótkiej rozmowie z Rydel poszedłem do domu. Usiadłem przy stole i patrzyłem jak mama krząta się po kuchni i gotuje obiad . W pewnym momencie się zebrałem i podszedłem do niej.
- Mamo możemy porozmawiać. - zapytałem bardzo delikatnie, bojąc się odmowy.
- Tak coś się stało, że masz taką minę? - zapytała
- Jaką minę- powiedziałem szybko, się szeroko uśmiechając
- Ross... co się dzieje?
- Mamo chcę porozmawiać o tej przeprowadzce.
- Ross proszę cię nie teraz. - odparła opierając się o blat kuchenny
-Nie mamo. Właśnie, że teraz. - podszedłem do niej i położyłem swoje dłonie na jej ramionach, i się do niej przytuliłem
- Mamo przeprowadzka to nie koniec świata zobaczysz. Szybko się tam zaaklimatyzujemy, będzie dobrze. Ja wiem, że z tym domem wiąże się dużo wspomnienia, ale nie ma już wyjścia. Musimy sobie dać z tym rade i damy, a wiesz dlaczego? Bo jesteśmy rodziną - dużą rodziną, która się wspiera i pomaga sobie.- powiedziałem jej tuż nad uchem i się mocno w nią wtuliłem. Z jej oczu wydobyło się kilka łez, które szybko otarłem i jeszcze mocniej ją przytuliłem. Ten moment przerwali moi bracia, którzy właśnie weszli do domu i zaczęli się  rozbierać.
- Hejko bracie.- powiedzieli oboje na raz
- Hej jak tam w pracy?
- Dało się przetrwać. - odparł Rocky
- Dobrze siadajcie.

***

 Po objedzie udałem się z moimi  braćmi do pokoju w celu obgadania pewnych spraw.
- No tak to się przeprowadzamy wraz z naszymi kochanymi kobietkami.- powiedział Rocky, rozwalając się na łóżko.
-No szkoda miałem tutaj bardzo dużo wspomnień. - zaczął Riker
- Chłopaki- przerwałem mu - musimy byś silni teraz najgorzej z nas znoszą to Rydel i mama.
- Ross my to wiemy.- zaczął Ell- ale nam też jest ciężko próbujemy dać im wsparcie, ale kiedy one nas odtrącają nic na to nie poradzimy. Rydel chyba chce wszystkim pokazać, że da sobie z tym rade sama, ale tak się nie stanie.
- Chłopcy kładźcie się spać mama prosi- powiedziała Rydel, która niespodziewanie weszła do pokoju
- Dobrze już idziemy. - powiedzieliśmy chórem.
Każdy rozszedł się po swoich pokojach, kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem że w pokoju mojej siostry świeci się światło. Delikatnie zapukałem i kiedy otrzymałem pozwolenie wszedłem do środka.
-Hej.- dotknąłem jej ramienia i usiadłem na skraju łóżka, a ona usiadła po turecku naprzeciwko mnie
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała i przekręciła głowę na bok
-Chciałem pogadać.- mówiłem, ale przerwała mi
-Słyszałam waszą rozmowę. Ross, my już nie jesteśmy dziećmi. Nie musicie mnie nańczyć. To denerwujące, wiesz?- zmarszczyła czoło, a ja poczułem się głupio
Może rzeczywiście przedobrzyłem?
-W takim razie przepraszam.- odrzekłem i wstałem
-Dobranoc.- rzekłem i wyszedłem

Dużo komentarzy= szybsze pojawienie się rozdziału 






piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 7

Laura

Siedziałam właśnie w swoim pokoju i odrabiałam lekcje, kiedy usłyszałam że ktoś dzwoni do drzwi.  Wstałam i powolnie ruszyłam w stronę drzwi wejściowych, po drodze ze swojego pokoju wyjrzała Ania
- Ktoś dzwoni- powiedziała i uśmiechnęła się, co odwzajemniłam
Pobiegłam do drzwi i otworzyłam je.
-Hej Lau!- rzekł Joe
-Hej!- odparłam i wpuściłam go do środka
-Co tam u ciebie?- zapytałam lekko zdziwiona jego obecnością
-Chciałbym z tobą porozmawiać.- odpowiedział, a ja skinęłam głową i przeszliśmy do mojego pokoju
-To o co chodzi?- spytałam, kiedy zamknął drzwi
-Chodzi o tego Lynch'a.- oznajmił krótko i niemiło
Usiadłam na łóżku i  uważnie go słuchałam.
-Nie podoba mi się to, że zadajesz się z tym blondynem. Nie dość, że cię wykorzystał to jeszcze teraz ty znów za nim łazisz, a potem śmieje się za twoimi plecami. Chłopak jest fałszywy i dlatego nikt go nie lubi.-oznajmił i usiadł obok mnie
-Jej, nie spodziewałam się tego, ale jakoś nie mogę w to wierzyć. On jest całkiem miły.- stwierdziłam
-Kiedy?- prychnął i pokręcił głową
McKine nigdy się tak nie zachowywał. Nie podobało mi się to jak rozmawialiśmy.
-Wiedziałem jak cię chłodno potraktował w klasie, a potem na stołówce. Martwię się o ciebie.- odrzekł z troską
-Wiesz, że nie jestem dzieckiem. Zostaw tą sprawę mi. Obiecuję, że będę uważać i nie dam się wykorzystać.- przyrzekłam, po czym cicho zaśmialiśmy się
-Zapomniałabym wspomnieć, żeby twoi koledzy odpuścili mu. Przecież nic im nie robi.- rzekłam i spojrzałam na niego wyczekująco
-Pogadam z Alex'em.- odpowiedział, a ja przytuliłam go
-Jesteś super.

***

Gdy przyjaciel poszedł do domu, wróciła mama. Gdy mnie zobaczyła od razu nakazała mi iść do jej gabinetu.
-Musimy porozmawiać.- orzekła surowo, a ja tylko westchnęłam i pokiwałam głową
Oj oberwie mi się za tych ochroniarzy...
Powolnie weszłam do jej gabinetu. Matka od razu usiadła za swoim biurkiem i spojrzała na mnie swoim lodowatym wzrokiem.
-Laura Marano czy ty myślałaś, że to co dziś rano zrobiłaś, ujdzie ci na sucho, bo mam nadzieje, że teraz zdajesz sobie z tego sprawę.  Czekają cię za to nie małe konsekwencje.- powiedziała stanowczo
-Mamo ja nie chce, aby oni ciągle chodzili za mną w szkole i siedzieli ze mną w klasie.- próbowałam się bronić
-Przypominam ci, że o takich rzeczach to ja decyduje, a nie ty- krzyknęła- A teraz masz szlaban na wychodzenie z domu. Do szkoły chodzisz z ochroniarzami, którzy nie odstępują cię na krok, za chwilkę przyniesiesz mi laptopa i będziesz z niego korzystała tylko za moim pozwoleniem. Nie masz prawa oglądać telewizji. To wszystko do odwołania, proszę idź do swojego pokoju i przemyśl swoje zachowanie.
- Ale mamo...- zajęczałam niezadowolona
- Powiedziałam coś.
-No dobrze. Przepraszam.- rzekłam i wyszłam z jej gabinetu
Ruszyłam w stronę swojego pokoju, w którym najlepiej się czułam. Dlaczego ona mi to robi, ja tylko chciałam mieć trochę luzu i  tego, aby nie wszyscy zadawali pytania dlaczego ci faceci za tobą chodzą i dziwnie na mnie w szkole by każdy patrzył, a teraz wyszło, że i tak Oni będą musieli za mną łazić na każdym kroku. Otworzyłam drzwi do swojego królestwa, wzięłam laptop ze swojego biurka i odniosłam go do salonu, gdzie znajdowała się moja mama, która wybrała dla mnie taki rodzaj kary. Postawiłam urządzenie na szafce i z powrotem udałam się do swojego pokoju, w którym chciałam już spędzić resztę tego okropnego dnia. Położyłam się na łóżko i wybrałam numer do Sarah.

*** Rozmowa telefoniczna ***
- Hej Sarah, co porabiasz?- spytałam patrząc się w sufit- Wybieram z Monic kolor pasemek, w których było by jej do twarzy- oznajmiła- Ale ona ma już pasemka- powiedziałam, podnosząc się do pozycji siedzącej- No tak, ale chyba zmieni sobie kolorek. Wiesz na taki bardziej orientalny - roześmiała się- Jasne, bo różowy to nie oriental- zaśmiałam się ( Ps. ten błąd jest specjalnie w tym ostatnim wyrazie)                                                                                                                    - Chodzi mi o żywszy- odezwała się Monic, musiała siedzieć blisko Sarah, bo bardzo dokładnie ją usłyszałam
- Ech róbcie co chcecie - powiedziałam z ironią   
-Ej Lau, co jest?- spytały obie dziewczyny na raz                                                        -Dostałam szlaban.- oznajmiłam-Za co ?- obie się oburzyły
-Bo dziś byłam w szkole i nie chciałam, aby ci ochroniarze za mną chodzili i skłamałam im, że mama dała im wolne, ale ona i tak się wszystkiego wywiedziała no i dała mi szlaban.- powiedziałam szybko, ale wyraźnie-To nie dobrze- powiedziała Sarah-No wiesz może w weekend do ciebie wpadniemy co ?- spytała Monic-No możecie na to mama mi szlabanu nie dała- powiedziałam przez śmiech-Aha to się bardzo cieszymy, to postaramy się przyjść do ciebie w sobotę rano - oznajmiła Sarah z radością-Dobra to jesteśmy omówione, a teraz kończę bo muszę się pouczyć.-Oki, papatki!-Pa.- odparłam i rozłączyłam się
*** Koniec ***

Zakończyłyśmy rozmowę, a ja wzięłam się za naukę.

Ross

Wracałem właśnie z ,,pracy", która jest dorywcza. Chodzę do centrum handlowego i w niektórych sklepach poszukują ludzi do rozkładania ubrań z pudełek. Czasami można sobie nieźle dorobić, ale to tylko niekiedy, ale cieszę się, że zarabiam chociaż to i tak nie ocali naszego domu, nie mamy z czego płacić rachunków ledwo starcza nam na żywność przy tylu osobach, a jeszcze opłaty. Dlatego nasz dom poszedł na licytacje, a my musimy się przeprowadzić do jakiejś małej klitki. Moja mama i siostra bardzo to przeżywają, ale nic już nie poczniemy. Bardzo przywiązałem się do naszego domu  z korytarza od razu jest wejście do kuchni, która jest całkiem spora, następnie jest korytarz od którego są drzwi do naszych pokoi na samym końcu jest łazienka dosyć przestronna chociaż jest tam bardzo dużo kosmetyków Rydel i mamy.
-Hej, już wróciłem- krzyknąłem przekraczając próg domu
- Hej synku, jak w pracy?
-Całkiem dobrze- odparłem
-Cieszę się.- powiedziała mama, podając mi kanapki na stół
-Reszta jeszcze nie wróciła?- spytałem, zajadając się
-Jeszcze nie. Rydel ma dziś nocną zmianę, a reszta powinna wrócić za jakąś godzinę może dwie.
-Tak...
-Zjedz i idź już spać, jutro masz wcześnie do szkoły.
-Dobrze.- powiedziałem, odkładając talerz do zlewu i dając jej buziaka w policzek.
Poszedłem do swojego pokoju przebrałem się w piżamę i położyłem się spać.

Hejo wpadamy do Was z  nowym rozdziałem. Jest on trochę wcześniej ze względu  na to że jutro   Walentynki i  chciałybyśmy  złożyć Wam z tej okazji  życzenia.
Niechaj te Walentynki będą dla Was szczęśliwe, nie bądźcie   sami spędźcie je w gronie rodziny, przyjaciół lub osoby bardzo bliskiej Waszemu sercu. Życzą Ania Fanka i Sylwia Lynch.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 6

Laura

Obudziłam się rankiem. Nie mogłam się doczekać aż pójdę do szkoły. Wiem, że to trochę dziwne. Kto by chciał chodzić do szkoły i się jeszcze z tego cieszyć, ale ja przez bardzo długi okres uczyłam się w domu z dala od rówieśników. Cieszyłam się bardzo, że poznam nowe osoby. Wybrałam odpowiedni komplet ubrań, założyłam je i zrobiłam bardzo delikatny makijaż. Po skończonych porannych czynnościach, ruszyłam do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Na stole były już uszykowane naleśniki. "Pewnie mama już w pracy."- pomyślałam i bez zastanowienia wzięłam się za jedzenie. W domu panowała cisza, dlatego włączyłam radio. Dostałam je od Chris'a. Wygląda bardzo ładnie. Musiał się na nie wykosztować, lecz to w jego stylu. Jak to on mówi "Lepiej kupić coś porządnego niż do dupy." Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Moje ostanie urodziny... Z tej okazji je dostałam. To niesłychane jak zwykły przedmiot może sprawić tyle radości. Kiedy skończyłam, usłyszałam, że ktoś przyjechał pod willę. Wyjrzałam przez zasłonę i zobaczyłam, że przyjechał Joe. No tak. Wczoraj coś wspominał, że mnie podrzuci. Szybko wzięłam torbę i ruszyłam dumnie na zewnątrz. Zatrzymał mnie ochroniarz.
-Proszę panią o chwilę cierpliwości. Pani ochroniarze już idą.- poinformował ją mężczyzna
-Mama kazała panu przekazać, że dziś mają wolne.- skłamałam na poczekaniu
Nie chciałam, aby dziś mnie pilnowali. Muszę porozmawiać z matką na ten temat. Po co do szkoły mi ci mężczyźni?
-Emm... W takim razie przekaże im to. Proszę podziękować pani Marano.- zmieszał się, a ja wyszłam

***

-Nie wiesz jak się cieszę, że będziemy chodzić do jednej klasy.- powiedziałam podekscytowana
-Dobrze, mówiłaś mi to już z tysiąc razy. Rozumiem.- odpowiedział brunet, uśmiechając się do mnie czule
-Wiem, ale tak bardzo się cieszę. Muszę jeszcze tylko iść do naszej wychowawczyni, bo ona ma mi dać jakieś kartki. - zmieniłam temat
-Pomożesz mi znaleźć pokój nauczycielski?- zapytałam, a on skinął głową i złapał mnie za rękę
 Po chwili byliśmy pod wyznaczonym miejscem.
-Dzięki. Poczekasz na mnie?- poprosiłam
-Tak. Będę tu niedaleko.- wskazał na ławkę i odszedł
Zapukałam do drzwi, ale nikt nie wyszedł, a więc ponowiłam swoją czynność. Drzwi otworzyły się. Wyszła jakaś nauczycielka.
-Dzień dobry, nazywam się Laura Marano i chciałabym poprosić panią Jenkins.- przedstawiłam się, a kobieta o blond włosach i ze zmarszczkami uśmiechnęła się
-Dzień dobry! Ja właśnie nazywam się Gabriela Jenkins. Mam dla ciebie parę dokumentów, które powinna podpisać twoja mama. Wiem, że masz plan tylko na dziś, więc tu masz plan na cały tydzień. Poczekaj przed klasą. Jak wszyscy wejdą poproszę cię i przedstawię dobrze lucjo.- powiedziała, a ja zmarszczyłam brwi
-Jestem Laura, proszę pani.- poprawiłam ją
-Oj przepraszam cię. Miło witać nowego ucznia. Życzę ci powodzenia, a teraz zmykaj.- odrzekła i zniknęła za drzwiami 
Zaśmiałam się krótko i z kartkami w ręku wróciłam do przyjaciela.
-Już?
-Tak. Możemy już iść. Trochę zakręcona ta nauczycielka. Mam wrażenie, że ma kłopoty z pamięcią.- stwierdziłam, a on uśmiechnął się szeroko
-Jeśli chodzi o tematy z chemii to pamięta je świetnie. Tylko inne rzeczy już mniej. Tak jakby jej pamięć była już zapełniona.- odparł, a ja zachichotałam
Wtem rozległ się dzwonek. Dotarliśmy pod klasę. Pierwsza chemia. Kiedy nauczycielka przyszła i otworzyła klasę, zrobiłam to co mi kazała. Zaczekałam.
-Klasa do ,której  należysz osiąga bardzo dobre wyniki w nauce i myślę, że ty również bardzo szybko nadrobisz szkole zaległości.- powiedziała zanim weszła, a ja skinęłam głową
-Zanim zaczniemy, chciałam wam przedstawić nową koleżankę Laurę Marano, która razem z wami od dziś będzie w waszej klasie.- zwróciła się do uczniów, a następnie do mnie 
-Lauro proszę usiądź sobie z kim chcesz.
Zobaczyłam, że Joe zrobił mi już miejsce obok siebie, więc podążyłam w jego stronę. Wtedy spojrzałam w stronę okien, mój wzrok został przyciągnięty przez chłopaka, który się we mnie w wpatrywał. Nie wierzyłam, to był ten blondyn, któremu pomogła. Poczułam lekką złość i bez wahania wybrałam bruneta, nie zwracając uwagi na jasnowłosego. Delikatnie odsunęłam krzesełko i usiadłam.Wyciągnęłam zeszyt od chemii, piórnik, oraz książki i zaczęłam przepisywać z tablicy notatkę, którą wyświetliła nam pani na tablicy.
Lekcja mijała w skupieniu, kiedy zadzwonił dzwonek każdy spakował się i wyszedł ja jednak zatrzymałam blondyna.
-Ross możemy porozmawiać?- spytałam ku jego zdziwieniu
Mam dobrą pamięć do imion. -Teraz nie mogę muszę iść.- oznajmił
-To może pogadamy podczas lunch'u?
-Dobrze.- odrzekł tak jakby na odczepkę i odszedł, co zdziwiło mnie
Przecież ja mu nic nie zawiniłam. Chciałam wyjaśnić tylko tamtą sytuację.Wyszłam i ruszyłam za McKinem. Następna mieliśmy biologię, a potem matematykę, historie i lunch. Na wszystkich lekcjach siedziałam z Joe. Obserwowałam innych i starałam się każdego jakoś poznać, co nie było takie łatwe. Mimo to każdy się do mnie uśmiechał, więc czułam się coraz lepiej.
Po skończonej lekcji ruszyłam na stołówkę razem z kumplami McKine'a i przyjaciółkami. Byłam głodna. Kiedy doszłam na miejsce, moim oczom ukazała się ogromna kolejka.
-Hej Laura, chodź ze mną.- powiedział Joe
-Nie powiliśmy stanąć w kolejce?- spytałam, gdy chłopak bez problemu ustawił nas przy okienku i od razu dostaliśmy tace z jedzeniem
-W kolejce stoją tylko idioci.- oznajmił, siadając przy stoliku i robiąc mi miejsce obok swoich znajomych
-Aha dzięki za info.- odwróciłam się  aby namierzyć wzrokiem Ross'a
Był już niedaleko, aby dostać jedzenie.
Widziałam, że chłopak idzie w stronę wolnego stolika, który jest dwuosobowy i  stoi pod oknami. Kiedy przechodził obok jakaś dziewczyna podstawiła mu nogę i chłopak się przewrócił, tracąc swój lunch, każdy zaczął się z niego śmiać. Nie mógł podejść już do okienka po to samo danie, ponieważ nie miał już karteczki, które są jednorazowe, każda z nich jest na inny dzień. Było mi go bardzo szkoda. Blondyn posprzątał swoje jedzenie i wyrzucił do kosza na śmieci. Następnie usiadł przy stoliku i wyjął jakąś książkę. Bez chwili namysłu wstałam razem ze swoim jedzeniem i ruszyłam w stronę stolika przy, którym siedział.
-To nie było śmieszne.- rzuciłam za nim zdążyłam odejść i posłałam przepraszające do przyjaciół -Mogę się dosiąść?- spytałam
-Jak chcesz.- powiedział smutno i obojętnie
-Proszę.- powiedziałam, przesuwając tace na środek stolika, aby i on też mógł coś zjeść
-Podzielę się z tobą.- dodałam, uśmiechając się krzepiąco
-Nie musisz.
-Spokojnie starczy dla nas dwoje. -powiedziałam, biorąc się za jedzenie Chłopak się uśmiechnął i również zaczął jeść. 
-Dlaczego siedzisz ze mną? Takie osoby jak ty nie siedzą z takimi osobami jak ja.- zapytał Ross
-Taką osobą jak ty, czyli jaką?
-Dobrze wiesz o co mi chodzi.- powiedział uśmiechając się drwiąco i zamykając książkę
-Przecież dobrze się uczysz.- mruknął
-Tak, ale ja nie jestem odpowiednim towarzystwem dla takiej osoby jak ty.
-Dlaczego jesteś taki niemiły. Przecież nic ci nie zrobiłam.
-Wiem... Przepraszam, nie to miałem na myśli.- przeprosił mnie
-To co miałeś na myśli, mi możesz powiedzieć.- zachęciłam go
Byłam bardzo ciekawa. -Chodzi o to, że rówieśnicy z klasy mnie nie lubią. Sama widzisz na każdej lekcji, iż siedzę sam. Nikt nie chce się zadawać  z biedakiem, którego nie stać na markowe ciuchy.- wypowiedział bardzo cicho, ale zrozumiale 
-Dlaczego kiedy byłeś u mnie  to uciekłeś w nocy, widziałam nagranie z monitoringu?- zadałam kolejne pytanie
-Nie chciałem twojej łaski, litujesz się nad taką osobą jak ja niepotrzebnie i tak nie mogę ci nic dać w zamian.- rzucił w moją stronę
-Ross ja się nad tobą nie lituję, chce po prostu...- zamilkłam, nie wiedziałam, co powiedzieć
-Wiedziałem...- szepnął, wstał i odszedł
Po skończony lunchu czekały nas tylko dwie lekcje - fizyka i geografia. Kiedy rozbrzmiał dzwonek kończący ostatnią lekcje, poszłam zmienić obuwie i wyszłam z budynku. Moja limuzyna czekała już na mnie. Miałam już wsiadać do samochodu, kiedy zobaczyłam jak koledze McKine'a znowu zaczepiają Ross'a.  Chciałam interweniować, ale oni po chwili rozeszli się. Było mi go bardzo szkoda, dlaczego oni go tak traktują i to za co? Już zamykałam drzwi, ale ujrzałam znajomą twarz...


Ross

Kiedy wyszedłem ze szkoły, znów natknąłem się na chłopaków z mojej klasy. Wyglądali na niezadowolonych, a wiedziałem czym to groziło. Westchnąłem głęboko i ruszyłem, żeby ich ominąć, ale zatrzymali mnie.
-O co znów chodzi?- zapytałem znudzony i poprawiłem plecak, spoglądając gdzieś w bok
-Nie mów, że nie wiesz. Marano to nie twoja liga koleś. Odpuść ją sobie, a my damy ci na tydzień spokój.- powiedział groźnie Alex, wysoki i postawny brunet
-Nie znam żadnej Marano.- rzekłem zdziwiony, a on uderzył mnie w ramię
Od ruchowo złapałem się za to miejsce. Oddałem mu. Chciał zrobić to samo, ale jego kolega go zatrzymał.
-Nie warto.- mruknął, a on odpuścił
-Nie udawaj. Laura Marano. Już kojarzysz?- pokiwałem głową
-Nie chcemy robić ci krzywdy, ale sam się o to prosisz koleś. Zostaw ją w spokoju. Chyba, że chcesz do reszty zniszczyć sobie życie w tej szkole.- zagroził mi i odszedł
 Przeczesałem włosy i ruszyłem dalej. Ta brunetka była dla mnie za kłopotliwa. Mimo to polubiłem ją.... Ale tak nie może być. Nie mogę być słaby. To pewnie jakiś denny żart. Widziałem jak siedziała z swoimi kolegami- elitą szkolną. Alex ma rację. To nie moja liga. Z resztą mam, co innego na głowie...


Wpadamy do Was z nowiusieńkim rozdziałem, mamy nadzieje że Wam się podoba.
 Rozdział jest  dłuższy, ale nie bez powodu, ponieważ  kolejny rozdział nie prędko się ukaże chciałybyśmy napisać  trochę rozdziałów na przód, abyśmy podczas chodzenia do szkoły miały troszkę lżej.

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 5

Laura

W galerii spotkałyśmy Joe'go. Zaprosił nas do siebie, więc po małych zakupach pojechaliśmy do niego. McKine mieszka w dosyć duże wilii nieopodal Monic i Sah. Gdy wjeżdża się do tej posiadłości od razu w oczy rzuca się duża fontanna z pozłacanym amorem, który w ręce trzyma łuk i strzałę. Wejście do domu rozpoczynają dwie kolumny, także ma się wrażenie, że wchodzisz do budowli starożytnych Greków, czy Rzymian. Za ogromnymi białymi ścianami i wysokimi czarnymi drzwiami, kryje się przepiękne wnętrze. Urządzone w nowoczesnym stylu. Szerokie schody stanowią centrum holu. Prowadzą one między innymi do pokoju bruneta. Jest on jedynakiem, więc w domu znajduję się parę pokojów gościnnych lub zagospodarowanych tylko i wyłącznie dla sztuki. Piękne rzeźby i drogie obrazy. Rodzice Josepha bardzo lubią takie "klimaty". Po prawo znajduję się gabinet i łazienki oraz basen,  po lewo kuchnia, salon i jadalnie. Kiedy wejdzie się na górę ujrzy się piękny żyrandol i wiele drzwi. Na ścianach wiszą portrety mieszkańców tego domu. Osobno i razem. Czasami żartujemy i rozmawiamy z obrazem, który przedstawia Joe'go, żeby go podrażnić. Szczególnie Chris lubi mu dokuczać, ale to jak chłopaki. Lubią rywalizować.
-Chcecie coś do picia?- zapytał wspomniany brązowooki, kiedy weszliśmy do jego królestwa
Był to duży pokój i 2 oknami, łóżkiem, kanapą, telewizorem na ścianie i szafą. Zapomniałabym dodać, że wszystko było w dwóch kolorach zielonym i czarnym. Jego ulubionych.
-Wodę, a dla Sarah sok pomarańczowy. Jak skończy pisać z Stanley'm na pewno będzie spragniona.- odpowiedziała Monic, a my zaśmialiśmy się
Oczywiście oprócz Manson, która w obecnej chwili świata poza komórka nie widzi. Jest jak zombie, zakochany zombie... 
-Okay to ja zaraz przyjdę!- oznajmił Joe i wyszedł
-Wiesz, bardzo się cieszymy, że będziesz razem z nami chodziła do szkoły. Zobaczysz, bardzo szybko poznasz ten, jakże duży budynek, uczniów i nauczycieli. Spodoba ci się.- zagadnęła mnie  blondynka, a ja uśmiechnęłam się szeroko
-Też się cieszę.- odparłam i przytuliłam ją
Tacy przyjaciele to naprawdę skarb.
-Jestem!- zawołał McKine i wszedł do pokoju z tacą, na której stały szklanki
-Coś mnie ominęło?- zapytała nagle Sah
-Nareszcie wróciłaś.- krzyknęła Blanc i przytuliła, zdezorientowaną dziewczynę
-Nieważne.- pokiwała głową Joe i podał każdemu szklankę
-Powiedz lepiej co to za tajemniczy blondyn.- rzekła Manson i upiła trochę soku
-Przystojny blondyn...- zaczęłam, ale ktoś mi przerwał
-Ech...- westchnął bruneta, a my wszystkie spojrzałyśmy się na niego z podniesionymi brwiami
-No słucham.- powiedział i skinął głowę, abym dalej mówiła
-Dziewczyny...- mruknął, a ja kontynuowałam
I tak to słyszałam!
-Był strasznie pobity i leżał w parku. Zrobiło mi się go szkoda i nakazałam tym dwóm "gorylom", którzy stoją właśnie za drzwiami.- wskazałam przedmiot
-Aby zabrali go. Opatrzyłam go i dałam mu nawet swój pokoju, a on w nocy tak po prostu sobie uciekł. Chyba człowiek nie może być dobry.- powiedziałam wzburzona
-A masz jego numer?- zapytała podekscytowana Monic
-Co?! Ja tu się wyżalam, a ty chcesz jeszcze numer tego gościa? Poza tym i tak o nie mam.- nakrzyczałam na nią, a ona zaśmiała się
Pokręciłam głową.
-To jakiś frajer, że nie docenił twojej pomocy Lau. Nie przejmuj się.- stwierdził Joe i uśmiechnął się krzepiąco
-Dzięki.- odrzekłam i odwzajemniłam jego gest
Wtem po pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
-Kto?- zapytał McKine, a drzwi otworzyły się
-Chris!- pisnęła Sarah i zawisła na szyi wspomnianego chłopaka
-Cześć.- przywitał nas
-Hej! Siemka! Cześć!- odpowiedzieliśmy mu, a on pocałował swoją dziewczynę, po czym dosiedli się do nas na kanapę
-Co tam porabiacie?- zapytał z uśmiechem
-Gadamy sobie.- odrzekłam i wzięłam łyka wody
-Chcesz pić?- spytał Joe i wskazał na swoją szklankę

Ross

Grałem na gitarze melodię, która właśnie przyszła mi do głowy, gdy do mojego pokoju wkroczył Riker, Rocky i Ratliff. Odłożyłem instrument na bok i wstałem.
-Rydel nam wszystko powiedziała.- oświadczył najstarszy, a ja głęboko westchnąłem
-Dlaczego nic nie powiedziałeś? Przecież możesz na nas liczyć- powiedział wyższy z brunetów
-Wiem, ale to nic takiego. Nie róbcie ze mnie małego dziecka.- odrzekłem i usiadłem na łóżku
-Stary masz rozcięta brew, podpite oko i pewnie poturbowane ciało. Takich rzeczy nie zostawia się w spokoju.- rzekł Ell i usiadł obok mnie
-Zrobimy tak jak mówi Ryd. Pójdziesz na policję i złożysz zeznania. Jak nie to my cię zawieziemy. Tych pajaców trzeba ukarać.- zarządził blondyn, a ja pokiwałem przecząco głową
-Nie. To nie jest dobre rozwiązanie.
-Właśnie to jest najlepsze rozwiązanie. Nie pozwolę nikogo z mojej rodziny krzywdzić.- oznajmił Rik głosem nieznoszącym sprzeciwu
-Musisz to zrozumieć Ross.- tym razem odezwał się Rocky
-To wy nic nie rozumiecie. Nie można tego inaczej załatwić?- zapytałem z nadzieją 
-No może się da. W takim razie podaj nam imiona i nazwiska.- zarządał blondyn, a ja uczyniłem to, co powiedział
-A teraz pójdziemy na policję.- odpowiedział Ratliff
-Umowa była inna.- wzburzyłem się
-Nie było żadnej umowy. Teraz już nie popuszczę tym gówniarzom. Czy ci się podoba czy nie.- warknął zły Riker i wyszedł 
-Zbieraj się. Teraz już chyba nie mamy wyjścia.- poinformował mnie brat i razem z Ellem, podążyli w ślady najstarszego
Przeczesałem włosy ręką i wstałem. Z pokoju podreptałem do łazienki. Przemyłem twarz wodą i zszedłem do salonu. 
-Gotowy? 
-To chodźmy.- ubrałem bluzę i wyszliśmy

***

Całe 30 minut, które spędziłem na komisariacie, było istną katorgą. Pytali mnie o tyle rzeczy... Wysłano mnie jeszcze na obdukcję, więc musieliśmy jechać szpitala, gdzie byliśmy aż godzinę. A potem z powrotem na policję i nareszcie dom. Do tego mama wróciła i zaczęła mnie wypytywać. Niestety okłamałem ją. Nie chcę, żeby się smuciła. Trzy lata temu, kiedy umarł tata, było nam bardzo ciężo, a szczególnie jej. Teraz chcę szkołę i dać jej powód do dumy. Żeby już cały czas uśmie chała się. 
-Dobrze postąpiłeś. Nie myśl o tym Ross. Będzie dobrze.- rzekł Ell i usiadł obok mnie na wyrandzie
-Dzięki. Bez was nie poradziłbym sobie.- odrzekłem, a on uśmiechnął się krzepiąco




Ello!
Wpadamy do Was z 5 rozdziałem! 
Mamy nadzieję, że się spodoba, bo jesteśmy z niego zadowolone =D
Dziękujemy za ponad 1400 wyświetleń. Jesteście najlepsi!  <3
Next niedługo ;)

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 4

Ross

Gdy wróciłem do domu od razu położyłem się spać. Byłem strasznie męczony no i nadal wszystko mnie bolało. Nawet nie ściągałem z siebie ubrań. W głowie miałem straszny mętlik. Chciałem zapomnieć o wydarzeniu z parku, a to nie było takie łatwe. Poza tym była jeszcze ta Laura... Dlaczego mi pomogła? Pewnie zrobiła to z litości, a tego nie potrzebuję. Potrafię poradzić sobie sam. Tacy ludzie jak ona, czyli bogaci gardzą takimi jak ja. Jutro zapewne nie będzie nawet pamiętać mnie, więc i ja zajmę się sobą...

***

Obudziłem się rano. Przeciągnąłem się leniwie na łóżku i zobaczyłem, że obok mnie siedzi Rydel. Wiedziałem, że czeka mnie poważna rozmowa z siostrą. Podniosłem się i usiadłem po turecku.
-Ross co się stało?- zapytała zmartwiona
-Nic.- zacząłem kłamać chociaż wiedziałem, że i tak będę przyparty do muru i będę musiał powiedzieć prawdę
Jakie złudne jest uczucie naszej pewności...
-Ross ile my się znamy, co? Wiem, że coś jest grane. Proszę powiedz mi.- dotknęła mojego ramienia, a ja automatycznie syknąłem pod wpływem  bólu
Moja siostra dziwnie się na mnie spojrzała.
-Biłeś się?-spytała bardzo pewnie i stanowczo
Nic nie odpowiedziałem. Po prostu milczałem i spuściłem głowę. Ona ujęła mój podbródek i podniosła go lekko do góry.
-Rossy...- wypowiedziała cicho ze smutkiem ,patrząc prosto w moje oczy i wybiegła z pokoju, a następnie wróciła z apteczką.
Zaczęła opatrywać mi rany na twarzy. Zacisnąłem zęby i zamknąłem oczy, kiedy poczułem wodę utlenioną.
-Braciszku kto ci to zrobił?- zadała mi pytanie, delikatnie przykładając gazik do skroni
Otworzyłem oczy i z bólem spojrzałem na nią.
-A jak myślisz?- powiedziałem z lekki sarkazmem
-Tak nie może być. To już zdarzyło się kilka razy Ross. Trzeba iść do dyrektora.- rzekła z determinacją
-Nie.- gwałtownie zaprzeczyłem
-W takim razie dzwonię na policję.- oznajmiła i przykleiła mi plaster
-Nie... Będzie jeszcze gorzej.- odrzekłem błagająco
-Tak nie może być. Zrozum, to dla twojego dobra.- odpowiedziała i wyszła, zabierając ze sobą apteczkę
Opadłem na łóżko, chowając twarz w poduszki. Zacisnąłem pięść i walnąłem mocno w materac
-Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane?- zapytałem sam siebie i przewróciłem się na plecy

Laura

Po zjedzeniu śniadania moja młodsza siostra zaciągnęła mnie do zabawy. Nie miałam serca jej odmówić, więc przez całą godzinę, a nawet może więcej, siedziałam z nią i jej misiami oraz lalkami przy plastikowym stoliku. "Byłam" na obiecanej herbatce i spotkanie się trochę przeciągnęło. Z reguły lubiłam bawić się z An, ale tym razem naprawdę musiałam się "pomęczyć" z uśmiechem. Przynajmniej mój humor się nieco poprawił. Mała zawsze potrafi mnie rozśmieszyć. Później przyszły do mnie Monic i Sah. Wspólnie zdecydowaliśmy, że udamy się galerii, ale nie tylko na zakupy. Wpadniemy też do kawiarni.
-Hej, a ty już tak zawsze z tymi typkami będzie chodzić?- zapytała Sarah, spoglądając do tyłu na ochroniarzy
-Chyba tak.- mruknęłam i wzruszyłam ramionami
-Czyli już nigdzie nie wyjdziemy na imprezkę?- spytała smutno Monic
-Wyjdziemy.- zapewniłam ją i kontynuowałam swoją wypowiedź
-I to nie raz. Oni tylko mnie pilnują. To ja tak jakby nimi rządzę.- dodałam, a dziewczyny pokiwały głowami z uśmiechem
-Czyli teraz jest bardzo ważną osobą. Musimy mieć jakieś przepustki, żeby z tobą gadać.- zażartowała blondynka, a ja zaśmiałam się i spojrzałam na Sah
-Piszesz z Chrisem?- zapytałam
-Mhm.- przytaknęła i wystukała coś na ekranie telefonu
-Czyli jesteśmy na razie w dwie.- stwierdziła Blanc, na co zaśmiałam się i weszłyśmy do ogromnego budynku, który zwano galerią.





Hej! 
Meldujemy się z 4 rozdziałem. Nie jest on specjalnie długi, ale podoba nam się :) Next na pewno będzie dłuższy i akcja zacznie przyśpieszać!
Zapraszamy do oceny i do napisania! <3 

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 3

Laura

Zaniosłam małą do jej ciepłego łóżeczka razem z misiem. Położyłam ją pod kołderką. Ana od razy wtuliła się w przytulankę i po chwili zasnęła. A ja postanowiłam iść spać. Zamknęłam delikatnie drzwi, odwróciłam się i ruszyłam do swojego tymczasowego pokoju, kiedy na korytarz wyłoniła się moja mama. "Tylko nie to"- pomyślałam, zamykając oczy i ściskając usta w wąską kreskę    
- Laura możemy porozmawiać.- powiedziała swoim srogim głosem
Wiedziałam już o co chodzi. Otworzyłam oczy i zbliżyłam się do niej. 
-Ale jest już późno...- próbowałam się wymigać od rozmowy
Choć tak naprawdę było po 20.
-Trudno, do mojego pokoju.- rzekła i wskazała ręka na uchylone drzwi do jej gabinetu
Weszłyśmy.
-Mamo proszę... Ja... - próbowałam zacząć tę trudną rozmowę 
-Lauro ile razy mam ci powtarzać, że nie wolno ci przyprowadzać obcych ludzi do domu?- krzyknęła zła, a ja aż się wzdrygałam
-Przecież nie jesteś już małą dziewczynką. Rozumiesz, dlaczego nie wolno tak się zachowywać.- ciągnęła swoje "kazanie"
-Znalazłam go pobitego w parku. Miałam pozwolić, aby został tam na noc sam? On nie mógł się nawet ruszać!- odpowiedziała rozgniewana
-W taki sposób narażasz naszą rodzinę...- przerwałam jej
-Jak osoba, która jest prawie nie przytomna miałby nam zaszkodzić? Mamo...
-Nie. Tak nie może być. To może od razu tutaj załóżmy schronisko dla biednych i bezdomnych!- powiedziała jeszcze bardziej zła
-Ja nie mogę przejść obok takich osób obojętnie. Proszę... Zrozum to!- tym razem to ja podniosłam ton głosu
-Zmień ton moja damo. Przypominam ci kto tutaj rządzi.- nakazała mi, a ja spuściłam głowę
-Jutro ten chłopak ma zniknąć. A jeśli nie, ty zostaniesz ukarana!- zagroziłam mi i odeszła
Westchnęłam zrezygnowana i wyszłam z pomieszczenia. Powędrowałam do swojego zastępczego królestwa i rzuciłam się na łóżko. Ostatnio dosyć często zdarzało mi się kłócić z matką, ale to nie z błahych powodów. Mam wrażenie, że ona przestaje mnie zrozumieć. Z drugiej strony mama zawsze taka była i przyzwyczaiłam się, bo potrafiła być naprawdę w porządku i nieraz jej dzięki jej decyzjom wychodziłam dobrze. Szanowałam to, lecz nie zawsze ja rozumiałam, co bolało. Na przykład jak w tej chwili...
Podniosłam się z łóżka i wzięłam laptopa z powrotem siadając. Włączyłam go i uruchomiła Skype. Od razu wyświetlili mi się moi przyjaciele. Wszyscy byli dostępni, więc zadzwoniłam do nich. Musiałam z kim pogadać, poza tym chciałam się pochwalić, że mama zgodziła się, żebym chodziła do prywatnej szkoły tam, gdzie jest moja paczka.


***

Następnego dnia obudziłam się przed 9. Słońce chciało przebić się przez zasunięte żaluzje. Powolnie wstałam, wybrałam odpowiedni strój na dzisiejszy dzień i poszłam do łazienki. Zrobiłam sobie lekki makijaż i ruszyłam do mojego pokoju, w którym przebywa Ross. Szłam dosyć szybkim krokiem w stronę wybranego miejsca. Kiedy otworzyłam drzwi, byłam w szoku. Jego nie było !
Jak to możliwe? Weszłam głębiej do pokoju i zobaczyłam, że jego ubrań nie ma, czyli musiał wyjść w nocy, gdy każdy spał. Jednak postanowiłam to dokładnie sprawdzić. W końcu nasz dom jest monitorowany. Ruszyłam, więc do piwnicy, gdzie ochrona miała "swoje pokoje" do spania, ponieważ zmieniają się w nocy i przychodzą właśnie tutaj. Zeszłam krętymi schodami i otworzyłam drzwi na końcu korytarza.
-W czym mogę pani pomóc?- spytał jeden z ochroniarzy
Nigdy nie lubiłam tego sztucznego uśmiechu, ale nie miała innego wyboru niż również wymuszać uśmiechu.
-Chciałam zobaczyć monitoring z tej nocy.- poprosiłam
-Oczywiście, proszę usiąść.- odrzekł.
Usiadłam i zaczęłam oglądać nagranie. Po jednej godzinie zobaczyliśmy, że ktoś wychodzi z domu. Ochroniarz przybliżył mi twarz osobnika, który to robił- to był Ross. Biegł w stronę bramy wraz ze swoim plecakiem. W tym momencie zrobiło mi się bardzo smutno i zrozumiałam, że mama miała po części rację. Dlaczego tak postąpił, przecież byłam dla niego taka życzliwa, a on nawet nie podziękował! To strasznie głupie uczucie, czuć się wykorzystanym...
-Dziękuje bardzo.- odpowiedziałam i wstałam z krzesła
-Lauro mam nadzieje, że nie powiesz tego swojej matce, stracilibyśmy w ten sposób pracę.- powiedział do mnie ochroniarz
-Spokojnie, nie musisz się o to martwić.- wyszłam z pomieszczenia i udałam się już do swojego pokoju.


Oto kolejny rozdział. Mamy nadzieje, że Wam się podoba. Prosimy o szczere komentarze. 
Next najprawdopodobniej pojawi się pod koniec przyszłego tygodnia (15-18) lub na początku tygodnia (19-25), bo od 19 zaczynają się ferie.